Freak Fight to termin określający wydarzenia imitujące wydarzenia sportowe, w trakcie których na arenie spotykają się ludzie bez sportowego doświadczenia lub o znacznej rozbieżności w umiejętnościach. Freak Fighty stały się w Polsce popularne w 2018 roku, gdy powstała jedna z najpopularniejszych federacji Fame MMA. Od tej pory gale Freak Fight stały się ulubioną rozrywką wielu Polaków, a na ich scenie pojawiły się największe gwiazdy internetu i nie tylko: od youtuberów, patostreamerów, aż po osoby znane z filmu i telewizji.
Wydarzenie organizowane przez Fame MMA ogląda nawet od 200 do 500 tysięcy użytkowników – a konkretniej mowa tu o licencjach na oglądanie, bo tego, ile osób faktycznie zasiadło przed ekranem, nie zbadano. Ogromna popularność oznacza ogromne pieniądze – uczestnicy za udział w pojedynku zarabiają nawet milion złotych. Czy nowa ustawa o patostreamingu dotknie rynek Freak Fightów? Czy to koniec Fame MMA? Szanse na to są duże.
Przebieg prac nad projektem ustawy, i dalsze losy ustawy można śledzić na stronie Sejmu tu:
Nowa ustawa o patostreamingu – jak zmieni wygląd polskiego internetu?
Uchwalona właśnie ustawa o patostreamingu w wyjątkowy sposób zjednoczyła polską prawicę i lewicę. Za jej podpisaniem zagłosowało aż 419 posłów, przeciw było 19. Od głosu wstrzymał się tylko jeden. Ustawa trafi do Senat, a potem do podpisu prezydenta.
Celem ustawy o patostreamingu jest zablokowanie możliwości publikowania i rozprzestrzeniania w celach majątkowych treści przedstawiających popełnienie konkretnych, zabronionych czynów. I tak ustawa zakazuje zarabiania na treściach pokazujących popełnienie czynu zabronionego zagrożonego karą pozbawienia wolności, czynu polegającego na znęcaniu się nad zwierzęciem lub jego zabiciu, a także nagrania prezentującego poniżanie innej osoby – nawet jeśli wydarzy się to za jej zgodą. I właśnie to poniżanie rozbudza teraz dyskusję wśród internautów. Pojawia się pytanie: czy freak fighty to patologia? Odpowiedź nie jest jednoznaczna.
Konferencje Fame MMA – czy nadchodzą potężne kary?
Według uchwalonej przez Sejm ustawy, osoby rozpowszechniające zakazane treści muszą liczyć się nawet z karą pozbawienia wolności na 5 lat. Jak jednak rozpoznać treść zakazaną w świecie, w którym dotychczas wielu wydawało się, że w internecie wolno robić wszystko?
Czy Freak Fight to patologia? Nie istnieje jednoznaczna odpowiedź na to pytanie, ponieważ temat zakazania gal Freak Fightowych przewija się w mediach praktycznie od czasu emisji pierwszej gali. Zwolennicy Freak Fight MMA twierdzą, że jest to sport, jak każdy inny. Powołują się także na wolny rynek i prawo do decydowania o sobie – skoro w walkach biorą udział osoby, które dobrowolnie na ten udział się zgodziły, to temat nie powinien budzić żadnych „moralnych” sporów.
Z drugiej jednak strony, ustawa o patostreamingu wprowadza zakaz czegoś, co do tej pory dla wielu fanów tej formy rozrywki było normalnym elementem zabawy. Mowa tu, oczywiście, o zakazie poniżania innych osób, nawet jeśli wyraziły na to zgodę.
Czy zatem można uznać, że gale Freak Fight MMA, w trakcie których niejednokrotnie dochodzi do poniżania przeciwnika poprzez wyzwiska i ośmieszanie, są zgodne z nadchodzącym prawem?
Czy jeśli na arenie Fame MMA celowo ustawiane do walki są osoby na przykład z problemem alkoholowym albo takie, po których organizatorzy i widzowie spodziewają się, że walka będzie – po prostu – śmieszna (na przykład osoby grube, osoby z niskorosłością itd.), to czy nadal Fame MMA działa legalnie?
A co z konferencjami, które mają miejsce przed galami, a w trakcie których padają wyzwiska i dochodzi do bójek, byleby podgrzać tłum widzów? Czy konferencje Fame MMA zasłużą na kary?
Technologiczne aspekty Fame MMA – czy to koniec Freak Fightów?
Jednym z ważnych elementów, wpływających na popularność gal Freak Fight, jest oczywiście, technologia. Tak kontrowersyjne wydarzenia nie znalazły swojego miejsca na platformie Youtube, ponieważ w oczywisty sposób naruszały regulamin. Dlatego, wykorzystując technologię PPV, konfederacje Freak Fight stworzyły swoje własne platformy VOD. Są to bardzo zaawansowane technologicznie systemy, które pozwalają pobierać opłaty za pojedyncze wyświetlenia. Oznacza to, że użytkownik, by obejrzeć taką galę Freak Fight, musi zapłacić. A chętnych, jak wspomniałam we wcześniejszych statystykach, jest wielu. Obowiązek płacenia jest też jednym z powodów, dla których ustawa o patostreamingu może okazać się kołem młyńskim u szyi gal Freak Fight.
Nikt się nie spodziewa, że federacje zarabiające ogromne pieniądze na walkach nagle z nich zrezygnują. Jak zatem będą mogły się bronić przed ustawą o patostreamingu?
Prawdopodobnie w grę wejdę rozwiązania technologiczne – próby opóźniania transmisji, na przykład o 30 sekund, by w razie czego wyciąć przekleństwa lub przerwać transmisję, gdy walka będzie zbyt ostra. Jednak odbierając widzom to, na czym wielu z nich zależy, zaryzykują potężne straty finansowe. Nie oszukujmy się – nikt nie ogląda Freak Fightów dla podziwiania sportowej techniki. Liczy się zabawa, radość płynąca z walki, w której jedna osoba poniża drugą.
Ustawa o patostreamingu – koniec wolności w internecie?
Choć nowa ustawa o patostreamingu zebrała ogromną liczbę pozytywnych głosów – zarówno w sejmie, jak i wśród osób ją komentujących, np. w mediach, to coraz więcej osób pyta o potencjalne zagrożenia płynące z cenzurowania internetu.
Zwolennicy wolnego rynku i całkowitej wolności w sieci straszą, że gdy pozwolimy na cenzurę patostreamingów, otworzymy drzwi cenzurze w szerszym rozumieniu tego słowa.
Pojawiają się też pytania, na przykład o to, kto będzie decydował, który czyn jest poniżający – i dla kogo jest on poniżający, jeśli obie osoby realizują go dobrowolnie. Gale i konferencje Freak Fightowe to tylko zalążek dyskusji, która wkrótce nas czeka. Dyskusji, w której walka o wolny internet zetrze się z hasłami o odpowiedzialnym społeczeństwie i przeciwdziałaniu patologii.
Zdjęcie w tle: Canva AI

