15 czerwca 2024

Zasoby niezbędne do rozwoju AI. Czy nas na to stać?

Generatywna sztuczna inteligencja (w tym duże modele językowe, LLM) zaskakuje nas każdego dnia kolejnymi przełomowymi rozwiązaniami i… zabawkami, jak Dall-E, czy ChatGPT 4o, na które rzucamy się z dużą ochotą i pasją. Trzeba przyznać, że nasz gatunek jest niesamowicie kreatywny, a właśnie trafił nam się zupełnie nowy obszar do eksplorowania! Jednak pokonywanie kolejnych progów technologicznego szaleństwa wiąże się ze zużywaniem coraz większej ilości zasobów, takich jak: ludzie, pieniądze, technologie, energia, woda i inne zasoby naturalne oraz… materiałów treningowych, czyli naszej własności intelektualnej! Pytanie: skąd je brać?

Jeśli nie wiesz, dlaczego AI potrzebuje danych do nauki, posłuchaj podcastu o AI i prawach twórców.

Homo prawdziwie Sapiens

Dobrzy inżynierowie, programiści, naukowcy zajmujący się sztuczną inteligencją oraz specjaliści od danych nie spadają z nieba. Według raportów LinkedIn zapotrzebowanie na inżynierów przetwarzania języka naturalnego (ang. Natural Language Processing, NLP) i Data Scientists przekracza podaż i rośnie, bo przecież nie uczymy się tak szybko, jak tworzone przez nas modele.

Jednak wspomniana już kreatywność, chęć rozwoju i, w końcu, załapania się na pociąg (i zarobki), które cierpliwie czekają na kandydatów, sprawiają, że zainteresowanie wspomnianymi zawodami rośnie. Nie bez znaczenia pozostaje też prosta konieczność ułożenia życia w taki sposób, żeby było z czego zapłacić rachunki i kupić codzienną miseczkę ryżu.

Pecunia (non olet), czyli pieniądze

Przypomnijmy, że Sam Altman o mało nie stracił posady CEO OpenAI, kiedy zaczął szukać źródeł finansowania w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, chcąc pozyskać od inwestorów 7 bilionów dolarów (tak, bilionów, to nie pomyłka w przekładzie terminologii angielskiej na język polski).

I dalej…

  • Microsoft ogłosił w tamtym roku (2023) kolejne inwestycje w rozwój GPT-4 oraz jego integrację z usługami Microsoft Azure na drobną kwotę 10 miliardów dolarów.
  • Anthropic, firma założona przez byłych pracowników OpenAI i rozwijająca przyjazną oraz poddaną rygorystycznej kontroli sztuczną inteligencję o nazwie Claude otrzymała w ramach inwestycji 580 milionów dolarów.
  • DeepMind, firma badawcza AI przejęta przez Google (Alphabet Inc.), otrzymała około 1 miliarda dolarów od swojej spółki matki na rozwój AlphaFold i Gemini.
  • Databricks rozwijająca platformę umożliwiającą analizę dużych zbiorów danych i trenowanie modeli AI pozyskała 1,6 miliarda dolarów już w I rundzie finansowania.

To tylko kilka przykładów pokazujących jak wielkie pieniądze płyną do projektów związanych z AI.

Jednak rosnące z dnia na dzień zapotrzebowanie na technologie sztucznej inteligencji oraz to, w jakim stopniu już teraz zmieniły praktycznie każdą branżę i sektor gospodarki (a przecież dopiero się rozkręcają), sprawia, że projekty związane ze sztuczną inteligencją przyciągają ogromny kapitał. Wszystko zgodnie ze starą zasadą: inwestuj i rozwijaj się, albo… giń.

Technologia, czyli na co idą te nieprawdopodobne kwoty

Zacznijmy może skromnie:

Powiedziałabym, że założeniom IDC brak rozmachu, ponieważ — chyba — nie uwzględniły poczynań szalonego geniusza, czyli Sama Altmana.

Sam Altman i jego globalna sieć zakładów produkujących chipy do AI

Jeśli zastanawialiście się, po co Samowi Altmanowi te kilka (5 do 7) bilionów dolarów, to właśnie na to. Na chipy i półprzewodniki — wąskie gardło naszej wspaniałej cywilizacji (tu odsyłam was do tekstu o strategicznym znaczeniu półprzewodników).

Projekt ma na celu, oczywiście, zaspokojenie rosnącego zapotrzebowania na zaawansowane procesory do AI, tym bardziej że — podobno — Open AI ma już gotowe projekty tych ostatnich. To o tyle ciekawe, że za projektowanie układów do AI wzięły się też Google, Meta i Microsoft, dążąc do zwiększenia szybkości i energooszczędności modeli AI, a także do zmniejszenia zależności od zewnętrznych producentów mikroprocesorów.

Podsumowując: tak ogromne inwestycje w infrastrukturę przyspieszą rozwój nowych technologii, a także zmienią równowagę na rynku produkcji mikroukładów.

Podstawowe zasoby, czyli energia, woda i sporo cennych minerałów

I tu robi się poważnie, bo nasze cywilizacyjne pomysły pochłaniają mnóstwo energii, wody oraz innych materiałów, i to niezależnie od tego, czy mówimy o sztucznej inteligencji, czy mediach społecznościowych, czy o rozwiązaniach opartych o blockchain.

Centra danych, ogromne moce obliczeniowe, zasilanie, chłodzenie — bez tego przez sieć nie przemknie najmniejszy bajt danych, a wszystkie uwielbiane przez nas technologie nie ujrzą światła dziennego.

Szacuje się, że centra danych zużywają około 1% globalnej energii elektrycznej i ten odsetek nieustannie rośnie z powodu wzrastającego zapotrzebowania na obliczenia związane z AI i innymi technologiami. Na przykład, Google podało, że w 2020 roku ich centra danych zużyły 15,6 TWh energii elektrycznej. Dwa lata później zużycie wzrosło już do 22,3 TWh.

Zasoby niezbędne do rozwoju AI
Źródło: https://www.statista.com/statistics/788540/energy-consumption-of-google/

A woda? Cóż, wspomniane tu centra danych Google zużywają dziennie 1,7 mln litrów wody, a rocznie 1,67 × 1010 litrów. Dla porównania: Bałtyk ma około 2,17 1×1016 litrów wody i nie wystarczyłby superkomputerom Google na dwa lata.

Pozostaje jeszcze subtelna kwestia minerałów i pierwiastków rzadkich, jak krzem, selen, związki galu czy kadm, niezbędnych do wyprodukowania procesorów, układów oraz zbudowania centrów danych oraz sieci. Naprawdę nie jestem pewna, czy Ziemia długo wytrzyma nasze pomysły i zabawy.

I w końcu materiały treningowe, czyli nasza własność intelektualna

Większość z nas jest świadoma, że twórcy sztucznej inteligencji wykorzystali i wykorzystują jako materiały treningowe dorobek intelektualny całej ludzkości. Przyszli, wzięli (żeby nie powiedzieć „buchnęli”), a potem pokazali przeróbki naszych prac jako własne osiągnięcie.

Możecie powiedzieć, że tak właśnie rozwija się nasz gatunek. Bierzemy to, co stworzyły poprzednie pokolenia, dodajemy coś od siebie i powstaje nowa jakość.

I właśnie o to „dodajemy coś od siebie” mi chodzi.

Uważam, że sztuczna inteligencja nie dodaje do naszego twórczego wysiłku żadnej wartości. Po prostu korzysta z dostępnych danych i wyplata z nich swoje odpowiedzi, zdjęcia i filmiki. To tak jakby wrzucić do wielkiego kosza nasze pocięte na bajty prace (dane), a potem wybierać te fragmenty, które z największym prawdopodobieństwem pasują do układanki, czyli promptu. Nie wiem, ile danych zgromadziła ludzkość w sieci, ale to skończona, choć ogromna ilość. Dlatego też skończona jest liczba kombinacji dostępnych danych i jeśli, w tym momencie, przestalibyśmy wrzucać w sieć nowe materiały, to po skończonym czasie sztuczna inteligencja zaczęłaby się powtarzać.

Tu zaproszę was do fascynującej lektury pozwu, który złożył New York Times przeciwko OpenAI i Microsoft. Na 60 stronach NYT pokazuje, jak OpenAI generuje treści na podstawie jego materiałów schowanych za paywallem (sic!) i pyta, czy to aby fair dmuchnąć komuś bez pytania 100 lat ciężkiej intelektualnej pracy wielu dziennikarzy, reporterów i analityków. Pozew czyta się jak najlepszą książkę sensacyjną i zdecydowanie nie powinniście go przegapić.

Sztuczna inteligencja zużywa ogromne ilości zasobów

Jak widać za naszą technologią, w tym sztuczną inteligencją, stoi to co zwykle, czyli — delikatnie mówiąc — niefrasobliwe podejście do zużywanych zasobów. Używamy ich w imię, tak naprawdę, zabawy. Bo przecież bez wielu nowinek technologicznych spokojnie moglibyśmy się obejść.

Zastanawiam się też, czy przy tym tempie rozwoju i nieuniknionej walki o zasoby nie czeka nas opisany przez Franka Herberta w Diunie, Dżihad Butleriański, po którym ludzkość zmuszona by została do pójścia ścieżką rozwoju intelektualnego, a nie technologicznego. W sumie przydałoby nam się, bo — jak donoszą różne źródła — obecne technologie sprawiają, że maleje jeden z ważniejszych zasobów człowieka. Inteligencja.

Home Strona główna Subiektywnie o finansach
Skip to content email-icon