Partner serwisu

„Nie(pełno)sprawna” autonomia, czyli trzecie shidō i koniec igrzysk dla Toyoty

Dzięki igrzyskom w Tokio kolejny raz przekonaliśmy się, że autonomiczne samochody to nadal pieśń przyszłości. Nawet ich twórcy nie mają złudzeń, że auta bez kierowcy muszą przejechać jeszcze długą drogę do celu, jakim jest większe bezpieczeństwo.

Problem polega na tym, że wypadkom i niebezpiecznym zdarzeniom winna jest zarówno technologia, jak i ludzie ją obsługujący. Na razie opinia publiczna jest wyrozumiała, ale pozostaje pytanie  jak długo to potrwa?

Zobacz również:

Zawiódł człowiek, a powieszą…

To, co wydarzyło się w trakcie Igrzysk Paraolimpijskich w Tokio, nie przeszło na świecie bez echa. Na całym świecie pojawiły się wzmianki w serwisach sportowych, motoryzacyjnych i technologicznych. Szlachetne gesty szefa Toyoty, próba załagodzenia sytuacji. Tymczasem autonomiczne auto poturbowało niewidomego sportowca i to jest fakt.

Zobacz również:
Humanoidalny robot Elona Muska. Czy czeka nas bunt maszyn?
Szejk, wielbłąd i Covid. Jak rodzi się dezinformacja?
Operacja Śluza, wojna hybrydowa, technologia. I dramat człowieka

W mediach jednak trudno znaleźć jednoznacznie negatywne komentarze dotyczące tego zdarzenia. Należy pamiętać, że stało się to w Japonii. Kraju, w którym solidność jest jedną z cech narodowych. Za wypadek odpowiada Toyota, która bezpieczeństwo samochodów ma niejako wpisane w bio. Co zatem poszło nie tak? Prawdopodobnie zawiódł człowiek, choć popełniono niewytłumaczalny z punktu widzenia rozwoju tej technologii błąd.

Autonomia na igrzyska

Przenieśmy się jednak o kilka tygodni wstecz. W lipcu 2021 roku podczas otwarcia IO w Tokio,  japoński koncern motoryzacyjny Toyota chwalił się, że w celu zwiększenia mobilności w wiosce olimpijskiej odda sportowcom i działaczom do dyspozycji 16 autonomicznych pojazdów — minibusów. Miały one jeździć tak jak w większości przypadków w Europie, jako transport wahadłowy między punktem A i B w wiosce.

e-Palette został wyprodukowany właśnie na Igrzyska Olimpijskie i Paraolimpijskie w Tokio. Może pomieścić maksymalnie 20 osób lub 4 wózki inwalidzkie. Auto de facto można uznać za autonomiczne, pracuje bowiem też w takim trybie. Wykorzystuje szereg rozwiązań znanych z autonomicznych pojazdów tego typu jak kamery, lidary czy czujniki. Wskazane rozwiązania odpowiadały między innymi za detekcję ruchu, a zatem nie powinno dojść do żadnej niebezpiecznej sytuacji. W przypadku wtargnięcia osoby przed pojazd, ten powinien się powoli, lecz skutecznie zatrzymać.

e-Palette – elektronika plus wsparcie człowieka

Dodatkowo system odpowiadał za odległości pomiędzy minibusami, a zatem nie powinny one w żaden sposób zetknąć się ze sobą, z przeszkodami na drodze czy innymi pojazdami.  Samochody wyposażone były również system detekcji liczby pasażerów oraz natężenia ruchu na przystankach, co miało zapobiegać zbyt dużej ilości osób  w jednym miejscu oczekujących na transport (względy covidowe).

Elektronika nie wystarczy? To nic, na pokładzie samochodu znajdują się też operatorzy bezpieczeństwa. Osoby mogąca w każdej chwili zatrzymać auto. W sytuacji zagrożenie na zewnątrz lub wewnątrz pojazdu. To nie wszystko, bowiem za odpowiednie działanie samochodów odpowiadał sztab ekspertów i naukowców, pracujących zdalnie w czterech grupach na trzy zmiany.

Niestety systemy te zawiodły, a w zasadzie najbardziej zawiódł człowiek.

Feralne popołudnie dla autonomicznej Toyoty

Podczas rywalizacji sportowców pełnosprawnych nie było większych naruszeń bezpieczeństwa. Niestety 26 sierpnia, w trakcie trwania Igrzysk Paraolimpijskich nastąpił wypadek. Około godziny 14.00 Toyota e-Palette zderzyła się z niedowidzącym mężczyzną. Co ważne, na przejściu dla pieszych. Kiedy doszło do wypadku, w pojeździe znajdowało się dwóch operatorów e-Palette i pięciu pasażerów. Kiedy doszło do wypadku, na przejściu dla pieszych był obecny personel ochrony, który kierował ruchem. Ofiarą autonomicznego samochodu był japoński sportowiec, judoka Aramitsu Kitazono. W wyniku wypadku olimpijczyk nie mógł wystąpić w walce o medal igrzysk. Na szczęście skończyło się na drobnych ranach, siniakach i obtarciach. Sportowiec jednak ze względu na złe samopoczucie, wycofał się z rywalizacji.

Najważniejsze jest jednak to, co wydarzyło się po wypadku.  Oczywiście koncern Toyota błyskawicznie wystosował odpowiednie przeprosiny związane z zajściem w wiosce olimpijskiej. W oświadczeniu koncern napisał, iż wyraża najszczersze przeprosiny osobie, która została ranna w wyniku tej nieszczęśliwej kolizji i życzy jej szybkiego powrotu do zdrowia. Sprawą zajęła się policja, ruch autonomicznych aut w wiosce został wstrzymany. Toyota zapowiedziała też wdrożenie własnego śledztwa.

Mocne słowa prezesa Toyody

W związku zaistniałą sytuacją na osobisty komentarz zdecydował się prezes koncernu, Akio Toyoda. Obyło się bez seppuku, choć wypowiedź szefa Toyoty można odczytać jak swoiste wbicie noża w brzuch jeśli nie japońskiej firmie wprost, to na pewno branży samochód autonomicznych ogólnie. Otóż zdaniem Toyody reakcje społeczeństwa mogą być negatywne, a na samo wykorzystanie autonomicznych samochodów na drogach jeszcze nie jesteśmy gotowi.

Problem w tym, że zdarzenie nie miało miejsce na zwykłej drodze, gdzie sytuacja jest bardzo dynamiczna. Wioska olimpijska to zamknięty teren, szczególnie w czasach covidu. Istnieje tam ograniczony ruch, w wydzielonych odpowiednio przez organizatorów punktach. Trasa, jaką pokonywały codziennie autonomiczne e-Palette została odpowiednio przygotowana, przetestowana, wprowadzona do systemów obsługujących autonomiczną jazdę. Ponadto systemy uczyły się tej trasy, zanim wyjechały na drogę, gdzie mogli się znajdować ludzie.

„Niewidomy powinien zauważyć samochód”

To klasyczne działanie, w przypadku kiedy samochody autonomiczne poruszają się w ruchu wahadłowym. Podobnie testowane były pojazdy, które pojawiły się w Gdańsku w 2019 roku. W ramach projektu Sohjoa Baltic przez tydzień przy gdańskim ZOO kursował autonomiczny bus EasyMile, bardzo podobny do samochodu Toyoty.  Dzięki testom trasy można było zapobiegać ewentualnym zagrożeniom, przeszkodom czy oceniać takie parametry jak nachylenie trasy, zakręty itp.

W przypadku Toyoty zapewne było tak samo. Dlaczego zatem niedowidzący judoka został poturbowany? Jeśli doniesienia japońskich mediów się potwierdzą, będzie to poważny skandal dla koncernu Toyoty. Zdaniem dziennikarzy z tokijskiej gazety Asahi Shimbun, winni są dwaj operatorzy z autonomicznego auta. Policja w Tokio miała ustalić, iż ​​eksperci czuwający nad bezpieczeństwem ruchu pojazdu byli świadomi, że na pasach ktoś się znajduje. Liczyli jednak, że zauważy on jadącego busa i zatrzyma się przed pasami.

Idea sięgnęła bruku

Wideo ze zdarzenia nie zostało udostępnione mediom, ale widział je poza policją m.in. prezes Toyoda. Za przyczynę wypadku uznał „zbytnią pewność siebie jeśli chodzi o technologię autonomicznej jazdy”. Ponadto pojawiły się głosy, że przygotowywane od miesięcy na igrzyska przejazdy samochodów nie brały pod uwagę sytuacji związanych z niepełnosprawnością znajdujących się w wiosce olimpijskiej „przechodniów”.

Jeżeli potwierdza się doniesienia, że winnymi wypadku byli pracownicy zespołu czuwającego nad bezpieczeństwem jazdy czy też sami operatorzy pojazdu, to będzie bardzo duży problem wizerunkowy. Po pierwsze dla samej Toyoty, która bije się o palmę pierwszeństwa w uruchomieniu autonomicznej floty pojazdów z Teslą i koncernami europejskimi. Po drugie dla samej idei samochodów autonomicznych.

Najsłabsze ogniwo – jak długo jeszcze?

Można wybaczyć technologii testowanej przez Teslę, że nadal nie radzi sobie skutecznie z samochodami uprzywilejowanymi, w które od czasu do czasu uderza bez żadnego powodu. Można również wybaczyć Tesli lekkomyślność jej klientów, którzy podczas trybu autonomicznego pozwalają sobie na zbyt dużą nonszalancję w trakcie prowadzenia. Z tego wynikają co i rusz nowe rozwiązania mające na celu dyscyplinowanie i „opiekę kamer i czujników” skupionych na kierowcy.

Jak jednak wytłumaczyć całkowicie dziecinne podejście poważnego koncernu motoryzacyjnego do sztandarowego projektu, realizowanego za pomocą własnej floty, we własnym kraju podczas niezwykle ważnego wydarzenia o randze międzynarodowej? Czy przeprosiny prezesa wystarczą, aby zatrzeć bardzo nieprzyjemne wrażenie po wykorzystaniu autonomicznych aut podczas tak prostego zadania?

Wydaje się, że Toyota zrobiła właśnie krok do tyłu, jeśli chodzi o rozwój technologii autonomicznej. Z drugiej strony potwierdziła się znana dobrze zasada: łańcuch jest tak silny, jak jego najsłabsze ogniwo. Niestety w przypadku samochodów autonomicznych, tym ogniwem był, jest i będzie człowiek.

Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
iza
iza
19 dni temu

tylko ten, kto nie próbuje, nie robi błędów.

Najnowsze wpisy naszych autorów Wszyscy autorzy
Przyszłość jest tutaj

Podaj swój adres email i odbieraj najświeższe informacje o nowych technologiach i nie tylko.

email-iconfacebooktwitteryoutubelinkedin instagram whatsup
Skip to content