O życiu, śmierci, seksie i przemijaniu w świecie technologii

Wraz z oswojeniem cyberprzestrzeni tradycyjny podział na świat i zaświaty, organizowany przez wielkie religie, zaczął się wyczerpywać o czym świadczy zanik wielu rytuałów, społeczna zmiana stosunku do śmierci, żałoby. Dziś to technologia umożliwia pozbycia się chorób, wydłuża życie, oferuje wiele z tego czego człowiek oczekiwał, targując się z bóstwem, składając mu ofiary. O życiu, śmierci, seksie i przemijaniu w świecie pełnym technologii rozmawiamy z Adą Florentyną Pawlak, antropolożką technologii, prawniczką i historyczką sztuki.

Rafał Pikuła: Czym jest antropologia technologii?

Ada Florentyna Pawlak: To młoda dziedzina wiedzy na styku kultury materialnej, kultury symbolicznej, kognitywistyki i filozofii techniki – od kilku lat staram się ją popularyzować w Polsce. Dotyczy ona interakcji człowieka z technologią, ale także rozwoju samego człowieka poprzez technologię. Człowiek rozwija technologię, ona zaś zwrotnie działa na niego. Nowoczesne media wpływają na to jak funkcjonujemy w świecie fizycznym. Kultura materialna koncentrowała się zawsze na artefaktach, które nie tworzyły globalnych systemów współzależności. Dzisiejsza technologia nie tylko wpływa na kulturę materialną, lecz zmienia nas cieleśnie i kognitywnie, reguluje naszą pracę, zabawę, to jak wchodzimy w związki. Smartfon jest przedłużeniem naszej dłoni, cyfrowy obraz filtrem przez który odbieramy rzeczywistość. Technologia zmienia sposób postrzegania świata – dziś percypujemy go w znacznej mierze przez ekran 2D. A to dopiero początek, bo prawdziwą rewolucją będzie życie w Metawersum, czyli przeniesienie mediów społecznościowych i ekonomii do wirtualnej rzeczywistości i interakcje we wspólnym środowisku za pośrednictwem avatarów.

Zobacz również:

Antropolog technologii zna trendy związane np. z upowszechnianiem automatyzacji, sztucznej inteligencji i rozumie jak wpłyną na nowoczesny rynek pracy. Każdy skutecznie wdrożony innowacyjny pomysł biznesowy odniósł rynkowy sukces ponieważ jego twórcy myśleli o ludziach – ich pragnieniach, nawykach ale też niezbywalnych słabościach. Antropolog świadomy rozwoju technologicznego, nowych modeli ekonomicznych i przemian w wyobraźni generacyjnej z jednej strony pomaga biznesowi zmienić, uatrakcyjnić życie ludzi uczestnicząc w kreacji produktów i wspierając ich marketing, z drugiej – wspiera ludzi w byciu świadomymi konsekwencji użytkownikami. Firmy chętnie przyjmują do pracy myślący kodem społecznym humanistów, którzy rozumiejąc skomplikowany, wielopoziomowy wpływ technologii na nasze życie.

Technologia wpływa na nas zarówno na poziomie jednostki, jak i całych społeczności.

Technologia wpływa na to jak tworzymy obraz świata, jaką rzeczywistość sobie wyobrażamy i jak w niej działamy, np. wirtualna rzeczywistość zmienia kategorię czasu i przestrzeni. Wkrótce zmieni się także kategoria obecności, na przykład poprzez holografię będziesz mógł być w kilku miejscach równocześnie. Ja będę mogła pojawić się w twoim mieszkaniu, chociaż fizycznie wciąż pozostanę u siebie. Myślę, że w naszej wyobraźni dojdzie do jeszcze większego rozdzielenia cielesności od umysłu co otworzy drzwi nowym systemom metafizycznym.

Czy można powiedzieć, że antropologia technologii to subdyscyplina, która próbuje odpowiedzieć na to kim jest człowiek współczesny?

Na pewno próbuje odpowiedzieć jak dziś człowiek myśli, jak działa, w jakim jest procesie i jak się zmienia. Społeczne implikacje transhumanizmu i sztucznej inteligencji, których dotyczy mój doktorat to bardzo ciekawa i dynamiczna dziedzina.

W tym świecie cyfrowym, człowiek się faktycznie zmienia, ale zmienia się pod wieloma aspektami, bo na pewno technologie wpływają na aspekt biologiczny, czyli mówi się już o tym, że człowiek jest już tak pochylony od patrzenia w smarfony…

Nie mówiąc o „kulturze kciuka” czyli mediach społecznościowych

Ale mówi się też o postępującej krótkowzroczności związanej z wpatrywaniem się w ekrany, to już czysta zmiana biologiczna. Zmianą społeczną jest forma komunikacji.

Myślę, że zachodzi także zmiana metafizyczna. Wraz z oswojeniem cyberprzestrzeni tradycyjny podział na świat i zaświaty, organizowany przez wielkie religie, zaczął się wyczerpywać o czym świadczy zanik wielu rytuałów, społeczna zmiana stosunku do śmierci, żałoby. Dziś to technologia umożliwia pozbycia się chorób, wydłuża życie, oferuje wiele z tego czego człowiek oczekiwał, targując się z bóstwem, składając mu ofiary. Teraz rolę bóstwa przejęła nauka.

I w tym miejscu antropologia technologii łączy się z antropologią religii. Dziś można postrzegać sztuczną inteligencję jako sacrum, które organizuje wyobrażenia o życiu i świecie. Zresztą to nienowa narracja. Wiele z dzieł Sience Fiction jest o tym, że AI stanie lepsza od nas, że zyska świadomość. Widać, że w książkach i filmach z tego gatunku bardzo często obejmowaliśmy sztuczną inteligencję animistycznym myśleniem, tak jak obejmowaliśmy świat natury, który był niepoznany, w którym antropomorfizowano góry, rośliny i zwierzęta. Gdy poznaliśmy przyrodę i rządzące nią prawa drzewa przestały mówić – miejsca dawnych bóstw zajęły roboty i niezrozumiałe dla większości ludzi programy sztucznej inteligencji.

Faktycznie antropologia technologii przygląda się takiemu holistycznemu spojrzeniu na człowieka i ludzkość jako taką. Pewien amerykański biolog i zoolog mawiał, że największym problemem ludzkości jest to, że mamy system emocjonalny z paeolitu, instytucje rodem ze średniowiecza i boską technologię. Czy będzie tak, że technologia, po religii, przynajmniej po wielkich religiach, takich jak islam, chrześcijaństwo, stanie się nową religią, a jak nie religią to nowym porządkiem organizującym świat?

Tak, myślę, że już tak się staje. Wystarczy spojrzeć na szereg zachowań społecznych i stosunek do techno – przedmiotów. To deifikacja – ubóstwienie. Zobacz jak dzieciaki 10 czy 11 letnie, reagują, gdy za kare obiera się im smartfon. Wpadają w taki stan somatyczny że, jest to dla nich najgorsza kara. W naszym pokoleniu taką najgorszą karą było oddzielenie od człowieka, jak dostawało się szlaban na wyjście z domu. Dziś karą jest brak dostępu do aplikacji.

Zresztą sakralizacja technologii odbywa się już na poziomie sprzedaży i promocji. Sposób prezentacji społeczeństwu nowych IPhonów wygląda jak quasi-religijna ceremonia, w dzień premiery ludzie ustawiają się w kolejkach jak po błogosławieństwo, zaś sklepy Apple są zbudowane jak świątynie.

Duże zmiany w tej dziedzinie zaszły także w pandemii. Najmłodsze poddane izolacji. Kompanem i towarzyszem zabaw był komputer i smartfon.

Tymczasem architektura mediów społecznościowych działa na naszą biologię bardzo intensywnie – wprowadza w ruch nasz układ serotoninowo-dopaminowy. Jest to bardzo niebezpieczne, ponieważ media społecznościowe – jak dowodzą badania – paraliżują nasz układ nagrody. „Kultura kciuka” stoi na szybkich wystrzałach hormonów.

Ta stymulacja to ogromna siła nowomedialnego świata, który jest bardziej niebezpieczny niż Matrix Wachowskich, w którym biegła linia podziału między symulacją a rzeczywistością.

Dziś to rozróżnienie jest bardzo trudne. Poprzez wprowadzanie sztucznych agentów – chatbotów, sztucznej inteligencji, komputerowo generowanych influenserów – które zaspokajają nasze biologiczne, realne potrzeby ten podział się rozjeżdża.

W dawnym świecie przed skomplikowaną technologią sztucznej inteligencji, kultura była z jednej strony sposobem opisywania świata, z drugiej strony formą jego poznawania, a z trzeciej sposobem organizacji świata. Czy w świecie, w którym to sztuczna inteligencja będzie nam mówić co jest dobre, będzie organizować nam rzeczywistość, tłumaczyć, wyjaśniać, prowadzić do wszystkiego, czy wtedy kultura będzie jeszcze potrzebna? Czy człowiek będzie tworzył jeszcze kulturę, skoro nie będzie ona miała tej roli, którą miała do tej pory?

Sztuczna inteligencja nie będzie miała zdolności tworzenia kultury ponieważ nie posiada świadomości a tym samym wyznaczania sobie celów. Taką zdolność ma tylko świadomy umysł czyli twórcy sztucznej inteligencji i ci, którzy będą systemami, w najszerszym tego słowa znaczeniu dysponować. Niegdyś to Bóg mówił co jest dobre czy złe – za pomocą pisma, ustami księży i innych uprzywilejowanych grup panujących. Neil Postman w książce „Technopol” wieszczył nadejście fazy cywilizacji, w której nastanie triumf techniki nad kulturą – upadek wielkich symboli, świat wyprany z myślenia historycznego i kulturowych kontekstów. Stworzenie totalnych megasystemów, takich jak w Chinach – gdzie istnieje system ocen obywateli może być pokusą. , że jedyna kultura, która będzie powstawać to będzie kultura totalitarna. Pytanie czy taki orwellowski scenariusz się spełni

Ale do tego to trochę zmierza

Tak, chociaż to nic nowego. Przez wieki na świat patrzyliśmy przez pryzmat chrześcijaństwa, wtedy była jedna totalna, totalitarna kultura. 

Był uniwersalizm chrześcijański, tylko ja widzę pewną różnicę między uniwersalizmem chrześcijańskim a uniwersalizmem technologicznym. Nawet jak byłeś w uniwersalizmie chrześcijańskim, to był też świat poza nim, mogłeś go odkryć, a w świecie technologicznym, gdzie przeniesiemy cały swój byt, to będzie dużo trudniej z uniwersalizmu technologicznego wyjść.

To jest rzeczywiście kłopot, uniwersalizm technologiczny jest bardzo złożony!

Bycie poza nim to udręka. Przez tydzień nie używałem smartfona. Nie mogłem skontaktować się ze znajomymi, bo mało kto dzwoni i pisze sms, wszyscy się komunikują przez media społecznościowe, nie byłem na bieżąco w pracy, itp., nie mogłem sprawdzić gdzie gdzieś dojść, bo już nie ma map.

Kiedy spojrzymy na historię cywilizacji zachodniej widzimy jak wynalazki technologiczne wikłały człowieka w procesie rozwoju. Kiedy pojawiły się telegrafy. Nie był już potrzebny człowiek z koniem, i przemierzanie drogi, właściwie z każdym pomysłem tak było, że były jakieś obawy, ale rewers korzyści bywał większy niż awers lęków. Dziś jesteśmy połączeni przez smartfony – pojemniki na wiedzę. Niegdyś łączyły nas opowieści przechowywane w innych pojemnikach – zwojach, księgach.W „Fajdrosie” Platona jest opowieść o tym jak to król Tamuz gościł boga Teuta – wynalazcę pisma, liczb, rachunków i geometrii. Teut prezentuje swe odkrycia królowi, tłumaczy funkcję liter zapewniając władcę, że dzięki nim Egipcjanie będą mądrzejsi i sprawniejsi w pamiętaniu. Zrozumiawszy wagę pisma król stwierdza, że zasieje ono niepamięć w duszach ludzkich a piśmienni będą pamiętać tylko z pozoru. Człowiek, który będzie tego wynalazku używał, nie zyska lekarstwa na pamięć, tylko będzie symulował posiadanie tego co zostanie zapisane poza nim. Dziś cała mądrość jest w Google.

Człowiek zawsze żył w niewoli systemu.

Ale był też jego beneficjentem i jest do dzisiaj. Opowieść o nieufnym królu pokazuje, że błędem jest sądzić, że jakakolwiek innowacja przynosi tylko jednego rodzaju efekty. Pismo wyniosło człowieka na nowy cywilizacyjny poziom jak wcześniej wynalazek ognia i języka. Najmłodsze pokolenie, zwane pokoleniem Alfa, nie zna już świata bez cyfrowych technologii. Dla Digital Natives zmienia się nawet definicja życia – już nie jest istotne czy coś jest biologicznie żywe czy nie, ważne, żeby można było się z tym czymś komunikować. Towarzyszące nam od wieków kategorie „żywe” i „martwe” powoli tracą znaczenie. Z cyfrowo ucieleśnioną na obraz człowieka sztuczną inteligencją możesz gadać o książkach, filmach, muzyce tak jak kiedyś gadałeś z przyjacielem. Pokolenie Alfa w dobie pandemii więcej rozmawiało z okienkami czatów niż z realnymi ludźmi. Nie widzieli się, nie czuli swojego zapachu, dotyku. Przyzwyczaili się do interakcji poprzez narzędzia cyfrowe, ekrany. Dziś młodzież mówi: OK, to nie jest prawdziwe, ale fajnie się gada. Kumpel też cię może sfabingować, czyli w ogóle zlekceważyć, na rzecz technologii czy zrobić tzw. ghosting, gadać z tobą, a potem nagle zniknąć. Już w latach 80. Badania dotyczące interakcji dzieci z robotami wykazały, że istnieje coś takiego jak Efekt Elizy (nazwany na cześć pierwszego chatbota), który zakładał antropomorfizację technologii. Zawsze próbujemy oswoić nieznane i nadać mu cechy ludzie. Dlatego też tak stało się z technologią.

Ja już miałem uczucie zmęczenia tym zoomem. Ale nie tylko ja, bo także  mnóstwo moich znajomych było zmęczonych tą komunikacją cyfrową. Na początku pandemii fajnie było spotkać się, wypić piwko na zoomie, bo to była jakaś nowość, ale po kilku miesiącach jak ktoś mi proponował piwo na zoomie, to mówiłem „nie”. Być może dla młodszego pokolenia jest to mniejsza różnica, ale wydaje mi się, że wciąż dla nas i pandemia była świetnym tego momentem, takim sprawdzam, „czy da się przenieść życie do sieci?” Nie da się.

W trakcie pandemii prowadziłam zdalnie zajęcia na trzech Uniwersytetach: w Krakowie, Łodzi i Warszawie ale siedziałam też na wsi z przyjaciółmi. Tymczasem domach wielu znajomych dzieci zostawały sam na sam z ekranem komputera, bo rodzice nie mieli możliwości się nimi zająć, sami pracowali zdalnie. Dla naszego pokolenia te fizyczne interakcje wciąż są ważne. Najmłodsze pokolenie naturalnie weszło w świat cyfrowy, a my – no cóż – wciąż pamiętamy wspólnotę budowaną w realu, ogniska, grę w piłkę.

I zabawę na trzepaku…

Tak, to było nasze „analogowe dzieciństwo”. Weszliśmy w świat cyfrowy jako dorośli dlatego w połowie jesteśmy ukształtowani analogowo, w połowie cyfrowo – myślimy pismem i obrazem. Potrafimy się poruszać tu i tu. Książki w większości czytam w papierze, przy nich odpoczywam, nie ze smartfonem. Ale córka mojej znajomej zaczęła wariować, gdy odebrano jej telefon. Powiedziała, że czuła się jakby ktoś zabrał jej część ciała, miała poczucie absolutnej pustki.

To duży problem, skoro dzieci są już tak zanurzone, niektóre tak jak mówisz rodzą się ze smatfonem w dłoni, z innej strony jakby spojrzeć to 5-6 letnie dzieci prawie połowę życia spędziły w pandemii w czasach cyfrowych, to co w takiej sytuacji możemy my, jako dorośli, jako przewodnicy cyfrowej transformacji zrobić?

Naszym zadaniem jest pokazać świat pozatechnologiczny, który jest ciekawy i fascynujący. Pokazać naturę, szeroko rozumianą, można z dzieciakiem hodować kwiaty, dbać o zwierzęta, wyprawiać się do lasu, obserwować ptaki, wsiąść w kajak, malować, gotować i wykonywać dziesiątki prostych czynności – śpiewać, tworzyć razem opowieści, zagadki, śmiać się, być blisko. Być blisko – nie tylko współdzielić przestrzeń. To wymaga uważności, psychicznej obecności, cierpliwości i  zainteresowania. Zauważ, że w szkołacj Elona Muska, AdAstra, a także w wielu szkołach z Doliny Krzemowej,  gdzie uczą się dzieciaki najbogatszych nie ma w ogóle technologii wprowadzonej do 10-tego roku życia. Tam dzieci uczą się w kulturze pisma. Nie bez przyczyny. Mamy badania neurobiologiczne, które pokazują, że ludzka biologia rozwija się najlepiej, kiedy jesteśmy odłączeni od technologii. Te dzieciaki uczą się tylko matematyki i pisma, logicznego myślenia, wynikania, które jest potrzebne, żeby w ogóle funkcjonować w świecie przynajmniej mając złudzenie wolnej woli. Dopiero kiedy mają 10-11 lat, wprowadzane są urządzenia, ale po to, żebyś ty sterował nimi jako świadomy użytkownik, z odporną biologią na pikania, światło, wszelkie sygnały, które technologia wysyła. Tak powinna wyglądać edukacja na całym świecie.

Ja mam wrażenie, że jak nie postawimy na taką edukację to wychowamy idealnych wyznawców uniwersalizmu technologicznego, i konsumentów tego świata. Rozmawialiśmy o tym jak technologia zmienia kulturę sensu largo, może spojrzymy też na kulturę sensu stricte, bo technologia zmienia dziś muzykę, literaturę, film.

Tak i to się dzieje na kilku poziomach.

Z jednej strony na takim poziomie samej narracji świata wychylonego ku przyszłości, tak bym to określiła, czyli we wszystkich tych ekspresjach, które znajdziemy na platformach streamingowych, ale też w grach, takich jak Cyberpuank, gdzie mamy narrację o człowieku  scyborgizowanym,. Jeśli zerkniemy na Black Mirror, czy zerkniemy na Westword, czyli na seriale, które odniosły sukces, to właśnie one opowiadały o świecie, gdzie rządzi technologia. Te narracje są modne. To historie o uczłowieczanie artefaktu, uczłowieczanie technologii, a także o ztechnologizowaniu człowieka. Co my tu mamy: i biohacking, fetyszyzm technologiczny, telemedycyna.

Mamy kulturę analogową, powiedzmy literaturę, która jest bardzo trudna do konsumpcji we współczesnych czasach, ponieważ musisz siąść z książką, odłączyć się od świata zewnętrznego, od powiadomień, a to wymaga skupienia. Niestety w czasach cyfrowych skupienie jest coraz rzadszym przypadkiem.

Uważność będzie kompetencją przyszłości, absolutną, zarówno uważność i skupienie, te dwie rzeczy, które są powoli rozmontowywane w tej kulturze. Mamy badania naukowe mówiące o tym, że  czytając książkę analogową o połowę więcej pamiętamy niż jakbyśmy czytali tę samą książkę w formie cyfrowej, na komputerze czy smartfonie. Wynika to z tego, że czytając za pomocą narzędzi cyfrowych, nasz mózg jest przyzwyczajony już do rozpraszaczy. Wiemy, że może przyjść mail, powiadomienie na Facebooku.

Ale jaka będzie konsumpcja treści w przyszłości? By może medium – w postaci laptopa czy smartfona nie będzie już potrzebne wcale. Wszystko zmierza w kierunku transferu bezpośrednich doświadczeń. Trochę pisał o tym Jacek Dukaj, też w książce „Po piśmie”.

Najgorsze wydaje się to, że w czasach deficytu uważności treści muszą być coraz bardziej płytkie, banalne, łatwo przyswajalne. Dziś to 30-sekundowe filmiki na TikToku. Wszystko musi być skompresowane. I co gorsze, ten czas uwagi determinowany jest przez medium. To także przymus wiecznej aktualizacji, unowocześniania. Te narzędzia kształtują poczucie, że tylko to co jest nowe, jest dobre. Dla pokolenia wychowanego w przez cyfrową kulturę tylko to, co nowe jest dobre.

W świecie analogowym jest inaczej. To nie medium ale ja decyduję o konsumpcji treści. Jak biorę książkę, tą książkę mogę czytać, zarówno tydzień, jak jeden dzień. Myślę, że to jest bardzo ważny punkt przejścia.

Ale to wynika chyba z pompowania tej kultury konsumpcjonizmu i tego hiper kapitalizmu, który zmusza wręcz do kupowania. Zgodzisz się chyba ze mną, że to współgra z kulturą social media, które nas kręcą powiadomieniami, wciąż nowymi interakcjami, daje nam to nowsze możliwości, w tym sensie, że nie zadowalamy się tym co jest, wciąż czekamy na te nowe.

Myślę, że weszliśmy przez to w nową fazę kapitalizmu, że to już nie jest kapitalizm somatyczny ani kognitywny, ale kapitalizm afektywny, który eksploatuje nasze emocje, nasze afekty, naszą biologię, ale w rozumieniu, bardzo często nieuświadomionym, bo przecież nie wszyscy zdajemy sobie sprawę, że monetyzuje się naszą uwagę.

Ten kapitalizm afektywny, którego elementem są wspomniane cyfrowe narzędzia, zmusza nas do ciągłej konsumpcji, ciągle tworzy nowe potrzeby. Spójrz chociażby jak Tinder zmienił kulturę randkowania. Zachęca nad do bycia singlem, wiecznym łowcą. Bo wtedy więcej wydajemy na siebie, na kolacje na mieście, na ubrania, alkohole, mamy oddzielne mieszkania, samochody. Dla kapitalizmu najlepiej jest, żeby każdy mieszkał sam i sam konsumował. Coraz więcej.

To co jest na rękę kapitalizmowi, nam może szkodzić.

To nas zmienia jako ludzi. Widzimy to w Dolinie Krzemowej, tam coraz większy odsetek dzieci ma Aspergera albo autyzm. Liczba dzieci dotkniętych tymi problemami w przeciągu jednego, dwóch pokoleń zwiększyła się dwukrotnie! Jak to jest możliwe, tak gigantyczna zmiana w tak krótkim czasie.

Wracają do kultury Tindera, to patrząc czysto technicznie, kiedyś pozostawaliśmy w związkach bardziej monogamicznych, stałych, ponieważ mieliśmy też mniejsze okazje poznania innych ludzi. Jeżeli żyłem na wiosce, w której żyło 1000 osób, to pole poznania kobiet w moim wieku było ograniczone, dziś możliwości poznania innych ludzi są nieograniczone, nieskończone.

Wcześniej żeby migrować ze wsi do miasta czyli zmieniać sposób życia , albo musiałeś mieć zawód albo awansować społecznie poprzez małżeństwo. Dziś emigrują wszyscy, ale jednak częściej kobiety. I to jest gigantyczny problem: brak kobiet. Na wsiach zostają mężczyźni, i to jest ogromny problem strukturalny się robi. Bardzo często, i na to mamy wiele badań, że w wieku średnim mężczyźni gorzej sobie radzą samemu niż kobiety, częściej korzystają z używek, częściej nie wprowadzają higieny życia codziennego, mogą krócej spać, co naraża ich znowu na krótsze życie.

Zasadniczo postęp działa na korzyść kobiet…

Jest pytanie czy to jest na korzyść? Bo teraz bardzo często kobiety wykształcone nie mogą znaleźć partnera, bo każdy jest poniżej ich oczekiwań.

Kiedyś znajdowały, bo był przymus ożenku, ale co to byli za partnerzy. Nierzadko pijacy i przemocowcy. Czy aplikacje typu Tinder są wynikiem mariażu rewolucji seksualnej z technologią? Czy raczej są wynikiem tego, że rewolucja seksualna wraz z technologią pozwoliły na stworzenie czegoś takiego? Bo jeżeli mówimy o tym, bardzo fajnie wspomniałaś o tej kulturze nowości, jednorazowości, to też jest ta kultura singlizmu, kształtowana właśnie przez technologie.

Jeszcze bym dodała do tego kultura zbieractwa, pewnego rodzaju gromadzenia. Sama walczę ze sobą w tym zakresie. W Ibooks mam tyle książek, że żeby je wszystkie przeczytać musiałabym żyć 200 lat. Ale gromadzimy też lajki, gwiazdki, doświadczenia, niektórzy gromadzą ludzi. To typowe dla kultury narcyzmu.

Znane są badania mówiące o tym, że pomimo iż jest Tinder i łatwo dostępna pornografia, to młodzi ludzie uprawiają mniej seksu niż 20-30 lat temu. Nie jest trochę tak, że my demonizujemy te aplikacje, Internet jako taki?

Tak, tak jest zwykle, tylko problem jest  w tym, że my do końca wiemy, czy to dobrze czy źle. Weźmy na przykład Japonię, która weszła w fazę rozwoju technologicznego znacznie wcześniej. Raporty pokazują, że prawie 48% ludzi w wieku 18-40 lat nigdy nie uprawiało seksu i w ogóle nie są tym zainteresowani, że on jest poza pierwszą piątką zainteresowań, jeśli chodzi o doświadczenia. Dlaczego? Bo mają inne priorytety. Głównie dziś chodzi im o wysoką pozycję w hierarchii społecznej, utrzymanie statusu. O awans. A ten jest trudny, gdy skupiasz się na relacjach, innych osobach. Dziś brak seksu to ogromny problem. Bo jak nie ma seksu to nie ma też dzieci. Nie ma dzieci, nie ma ludzkości. Trudno dziś przekonać kobiety do tego, żeby rezygnowały z rozwoju na rzecz wychowywania dzieci.

Rozumiem, że część kobiet nie chce mieć dzieci, część mężczyzn nie chce mieć dzieci, bo woli się rozwijać zawodowo, mieć luz w domu, itd., i to jest zrozumiałe, ale to nie jest tak, że oni  rezygnują z seksu dla prokreacji, rezygnują z seksu generalnie? Czy nie jest tak, że rezygnują, ponieważ seks to jest dawna fizyczna bliskość, a teraz wolimy tą bliskość cyfrową?

Tak, pewnie tak, w dużym stopniu myślę, że ta kultura filtra, zapośredniczenia zmienia nasz stosunek do ciała, cielesności. Doświadczanie świata poprzez ekrany zmieniło nasze podejście do ciała. Postrzeganie innych ludzi poprzez ekrany, technologię jest także wygodne i bezpieczne. Nie jesteś wystawiony na ocenę, na fizyczny kontakt, siedząc bezpiecznie z telefonem w ręku, masz wrażenie kontroli sytuacji.

Teraz wyobraź sobie, że dorastasz w tej pandemii i wcale nad tymi obszarami nie pracujesz, nie kontrolujesz ich i nagle jesteś wystawiona na czyjeś spojrzenie, co wbrew pozorom jest ogromnym wyzwaniem. My ewolucyjnie mamy przecież zakodowane, że kiedy kierują się na nas oczy, to my na nie odpowiadamy, też musimy obserwować, cały czas badamy, czy czujemy się w tej interakcji bezpiecznie.

A może po prostu wolimy relacje na odległość ekranu i seks zapośredniczonym? Wiesz, w takiej relacji zawsze się udaje, nie ma lęku, że się zawiedzie partnera czy partnerkę. 

Oczywiście. To bardzo bezpieczne. Wiesz, kobiety są wiecznie pod presją tego, jak powinny wyglądać. Dziś to cyfrowe influencerki pokazują idealne ciała na Instagramie, powodują depresję u wielu dziewcząt, które czują, że nie są wystarczające piękne. To może sprawić, że dziewczyny wstydzą się swojego ciała.

Jest też inna rzecz. Technologie przyniosły zjawisko sextingu, erotycznego pisania. Kiedyś poznawanie się trwało, człowiek poznawał drugiego człowieka, musiał poczuć się bezpiecznie, szczególnie kobieta. Dziś sexting umożliwia całkowite otwarcie z bezpiecznej, pozornie bezpiecznej odległości.

Kiedyś inicjacja seksualna trwała długo. Po kolei odkrywało się tajniki sztuki miłości. Dziś można od razu trafić na hardporno. Dzieciaki, mające 11-12 lat uczą się seksu z przemocowych filmików z pornograficznych stron. Wyobraź sobie jaką szkodę to robi młodym umysłom.

Najgorsze, że nasze pokolenie i starsze postrzega technologię jako narzędzia, a nie system, jako coś zewnętrznego, a nie coś, co stanowi o nas.

Technologia jest dziś częścią nas. Marcel Mauss w latach 60. XX wieku pisał o sposobach posługiwania się ciałem. O tym jak ono determinuje nasz świat. Pisał wówczas o tym jak laska jest przedłużeniem ciała u niewidomego. Dziś takim przedłużeniem jest IPod. 

Magdalena Środa mówiła, że jak prowadziła zajęcia na uczelni, to zwykła zadawać takie pytanie najmłodszym studentom, z pierwszego roku: co by woleli, stracić palec u nogi, czy stracić urządzenie, tj. smartfon? Mówiła, że zdecydowanie większość twierdziła, że woli stracić palec u nogi. Wyobrażasz sobie?

Dla tego pokolenia to było normalne. Mogli sobie wyobrazić życie bez palca u nogi, ale nie mogli wyobrazić sobie życia bez telefonu komórkowego.

Ja się z tym absolutnie zgadzam, że to jest jakiś element naszej rzeczywistości. Podsumowując naszą szeroką rozmowę, jak myślisz, w perspektywie 5-10 lat, w którą stronę to będzie zmierzać? Czy to zawieszenie człowieka w technologii będzie jeszcze bardziej postępujące? Czy może jednak dojdzie do pewnego opamiętania, albo zatrzymania tych procesów? Albo coś zupełnie innego?

Myślę, że tym co może przynieść zmianę jest rosnące poczucie lęku. Myślę, że lawinowo rosnąca depresja związana z nadużywaniem technologii może sprawić, że będziemy chcieli zatrzymać ten pęd technologii. Nie możemy być społeczeństwem w całości depresyjnym, jeżeli mamy być społeczeństwem utrzymującym się w sieci, nie możemy być społeczeństwem obrazu cyfrowego w całości, jeżeli chcemy mieć ludzi, którzy informatyczne sieci niosą następnym pokoleniom. Oczywistym jest, że musimy wykształcić takie umysły, które będą w stanie nie zarządzać technologią, ergo będą odporne na zmiany, które przynosi technologia. To trochę widać, bo przecież powstają takie szkoły jak wspominana szkoła AdAstra. I ci najzdolniejsi, absolwenci takich szkół, będą kapłanami dwóch światów, kultury pisma i kultury obrazu, będą musieli się tych dwóch światów się uczyć i pomiędzy nimi przerzucać mosty, być jakimiś komunikatorami. Z jednej strony umieć myśleć linearnie, stosować matematykę, ale także myślenie symboliczne.

To może prowadzić do czegoś takiego, że będziemy mieli bardzo wąską elitę, właśnie tych inżynierów, tych twórców, którzy rozumieją system i system tworzą i resztę cyfrowych niewolników. Czy nie jest trochę tak, że w tę stronę zmierzamy prowadzeni przez Big Tech. Oni – elita, chcą nas wychować na konsumentów?

Takie scenariusze fajnie podrażniają naszą wyobraźnię, bo od razu stajemy w starożytnym Egipcie, i widzimy kapłanów i zaćmienie słońca, tych, którzy mają wiedzę i tych, którzy jej nie mają.  Dawniej kapłani wykorzystali naturę, słońce, wylewy Nilu, by kontrolować ludzi. Później wmawiali ludziom, że oto niosą słowo Jahwe. Dziś niesie nam bóstwo jakim jest technologia.

Myślę, że w dużym stopniu tak się stanie, że człowiek będzie coraz bardziej do tych urządzeń przywiązany, na poziomie metafizycznym, myślę, że kiedy pojawią się tzw. digitalmortals. Już wkrótce, za dekadę, większość użytkowników Facebooka  będą stanowili zmarli. Facebook stanie się więc zarządcą zaświatów, tak jak kiedyś judeochrześcijański Bóg. Teraz życie pozagrobowe będzie zależne nie od Boga, ale od Facebooka. To on będzie miał władzę nad naszym życiem po śmierci.

Stworzą nam możliwość obcowania ze zmarłymi. Konta z próbką głosu, może zapachem drugiego człowieka. Za drobną opłatą będziemy mogli znów cieszyć się bliskością tych, którzy odeszli .

Wiemy o cyfrowym przywracaniu zmarłych aktorów. To, co było już u Lema w Kongresie Futurologicznym jako idea, dziś ucieleśniania się.

Zobacz, kiedy stracimy umiejętność na świecie, odróżnienia żywego od martwego, przecież nie będzie miało to znaczenia czy rozmawiasz z żywą osobą czy nie. Jeżeli się połączysz ze mną za tydzień, nie będziesz wiedział czy to ja, czy ja żyję w ogóle, ja biologiczna, czy to mój cyfrowy klon?

Do tej nieodróżnialności zmierza Big Tech.

Tak i dziś Big Tech jest w stanie cyfrowo wskrzeszać zmarłych w formie inteligentnych chatbotów, które w oparciu o sztuczną inteligencję (AI) stworzą wirtualnego awatara naszych bliskich. Dane wizualne i głosowe, posty w mediach społecznościowych czyli tzw. ślad cyfrowy mogą być użyte do ich kreacji. Wynalazek został zgłoszony przez Microsoft Technology Licensing (MTL), czyli specjalną spółkę Microsoft Corporation, która zarządza portfolio patentowym i innymi prawami wyłącznymi koncernu, a także zarządza polityką IP, licencyjną i sprawami z zakresu transferu technologii. Zgłoszenie patentowe do amerykańskiego urzędu patentowego (USPTO) zostało złożone już 11 kwietnia 2017 r. Patent US20180293483 („Creating a conversational chat bot of a specific person”) został udzielony 1 grudnia 2020 r. Jego rozpatrywanie trwało 43 miesiące.

Czyli będzie tak, że będziemy płacić za zmarłych obcowanie?

To może świadczyć o twoim statusie, że zadbałeś o cyfrowe dziedzictwo. Masz kapitał, to będziesz nieśmiertelny.  Sam widzisz, że cały transhumanizm cyfrowy jest wielką eksplozją tego kapitalizmu afektywnego. Transhumanizm zmienia wiele kategorii, obecności, jednoczesności, zmienia całą metafizykę. Zawsze jest jakieś tarcie sił, jaka będzie teraz odpowiedź kościoła na wielką sekularyzację?

Ja bym się o kościół nie martwił, bo on od dawna nie ma odpowiedzi dotyczących współczesnego świata, i już dawno zamknął się w okopach dawnych narracji…

Pytanie, kto będzie miał te odpowiedzi, które zaskoczą,

Wydaje mi się, że wszystkie odpowiedzi są w Google, jak to mówią…

Termin transhumanizm stworzył Julian Huxley, brat Aldousa Huxleya. Miał on już po II wojnie światowej wojnie w latach 50-tych powiedzieć, że kiedy jesteśmy po śmierci Boga, po Holokauście, to czeka nas upadek Kościoła. Bo te nie będzie mógł już zaproponować żadnej właściwej moralności, żadnego sensownego systemu filozoficznego.

Boską technologię już mamy…

I ma powstać nowy raj, czyli Metawersum. Przynajmniej narracje wokół tej inicjatywy przypominają utopijny dyskurs z początku Internetu- stare nie będzie miało znaczenia, gdzie biologia nie będzie miała znaczenia, wszystko się połączy.

Wiesz, to prowadzi do sytuacji: to po co mi w ogóle żyć życiem biologicznym, skoro mogę cały dzień nie wychodzić…

Odsłania transhumanizm i wszystkie skrajne, ekscentryczne idee, typu transfer umysłu, przesyłanie swojego umysłu gdzieś na nośniki krzemowe pozabiologiczne, doprowadza do sytuacji, gdy ciało zacznie przeszkadzać…

Wydaje mi się, że musimy wspierać dzieciaki, pokolenie alfa, i pokazywać piękno biologicznego życia.

Tak, myślę, że to jest super, i, że w dużym stopniu każde pokolenie wychowujące kolejne, powinno być odpowiedzialne za ich dobrostan w świecie, to każdemu było ciężko, dostaliśmy takie ułatwiacze, które zabierają ci dzieciaka psychicznie do innej rzeczywistości, ale to nie uprawnia nas do korzystania z nich cały czas, musimy mieć świadomość, że kultura użytkowania powinna być tym, co  w tym momencie powinno nas najbardziej zajmować.

Jeszcze jedno, to co jest nam bardzo potrzebne, to przerzucanie mostów międzypokoleniowych, teraz pracuję dla Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności, robi szkolenia dla dyrektorów szkół, pedagogów, nauczycieli. Co się okazało, przy takim jednym programie szkoleniowym, oni w ogóle nie mieli świadomości, tak jak my sobie mamy w Warszawce, pewnych programów, trendów technologicznych. Nic nie wiedzieli o żadnych TikTok-ach. Musimy im pomagać zrozumieć technologię, bo jak oni ją zrozumieją to będą mogli pomóc dzieciom.

Działam też w stowarzyszeniu TEFT, Towarzystwo Etyki, Filozofii, Techniki, i bardzo chcę z filozofami, psychologami i biznesem opracować program szkoleniowy, który wprowadzi szereg konkretnych rozwiązań w obszarze kultury użytkowania. Dziś zarówno opiekunowie jak młodzież szeregu rzeczy po prostu nie wiedzą.

Jesteśmy to winni uczniom. Oni mówią nam, że „ej, to wy nam stworzyliście ten świat, o co chodzi. To wasz świat, to my mamy teraz mieć przegwizdane przez kryzys klimatyczny?

To wszystko prawda, to pokolenie będzie ponosiło nasze koszty, bo tak jak mówisz, my potrafimy sobie znaleźć balans, bo mamy szczęście bycia pokoleniem transformacji, bycia  pokoleniem przejściowym. My budowaliśmy ten, to my musimy go naprawić.

fot. Monika Redzisz

Ada Florentyna Pawlak. Antropolożka technologii, prawniczka i historyczka sztuki, wykładowczyni akademicka (IEiAK UŁ, Artes Liberales UW, Wydział Zarządzania UŁ,  Akademia im. Leona Koźmińskiego w Warszawie, „Trendwatching & Future Studies” na WH AGH w Krakowie ). Specjalizuje się w obszarze społecznych implikacji sztucznej inteligencji i transhumanizmu. Prowadzi zajęcia dotyczące antropologii technologii i kultury cyfrowej, technointymności i współpracy człowieka z maszyną. Speakerka w Digital University i Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności w obszarze społecznych kontekstów nowych technologii. Członkini założycielka TEFT (Towarzystwo Etyki i Filozofii Techniki) i Polskiego Stowarzyszenia Transhumanistycznego.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Najnowsze wpisy naszych autorów Wszyscy autorzy
Przyszłość jest tutaj

Podaj swój adres email i odbieraj najświeższe informacje o nowych technologiach i nie tylko.

email-iconfacebooktwitteryoutubelinkedin instagram whatsup
Skip to content