Partner serwisu

Zełenski superstar. Jak media społecznościowe wykreowały bohatera

Dzięki mediom społecznościowym prezydent Ukrainy wyrasta na bohatera z innej epoki. Internauci nazywają go już nowym typem polityka. Nie szczuje jednych na drugich, walczy o pokój i wygląda tak, jakby mówił tylko prawdę. Wzrusza niemal każdego widza, który uczestniczy w wojnie w Ukrainie przed monitorem.  Wraz z nim społeczeństwo ukraińskie staje się na oczach świata jednym z najbardziej wspólnotowych społeczeństw naszych czasów. Czy to prawda, czy tylko złudzenie medialne w obliczu szoku, jaki Putin zgotował światu?

Czasami aż trudno uwierzyć, że to się dzieje. Za rogiem wojna, a Ukraińcy robią wszystko, żeby w tym trudnym czasie znajdować powody do śmiechu. Prawie każdą taką sytuację natychmiast filmują i zamieszczają w sieci. Pokazują światu, że nie tracą ducha. Są przy tym zabawniejsi niż Czesi, mają więcej dystansu niż Niemcy i nadymają się mniej niż Polacy. Nagrania, które wrzucają do mediów społecznościowych przysparzają im sympatii całego świata. To sprawia, że wyprowadzają protestujących przeciw wojnie na ulice w skali, jakiej dotąd nie widzieliśmy. Zwłaszcza w Rosji, w której dezinformacja i ciężkie kary za protesty to klucz do zrozumienia, dlaczego Putin-morderca niewinnych jeszcze żyje. Ukraińcy zjednoczyli nie tylko siebie przeciwko Putinowi, ale też Polaków, którzy bez apeli rządu ruszyli samozwańczo pomagać sąsiadom. Robią więc dla Ukrainy taką robotę jak Owsiak poprzez WOŚP dla polskich szpitali, ratując życie i zdrowie ludzkie, wyręczając kulejącą systemową opiekę, która w sposób zorganizowany powinna pomagać potrzebującym.

Zobacz również:

Trwa wojna, lecz prezydent Ukrainy zmultiplikował swoją zdolność uwodzenia tłumów. Zaufanie do niego sięga ponad 90 proc. w samej Ukrainie. W Polsce za to, w Dzień Kobiet, Polki przesyłały sobie internetowe życzenia, by trafił im się taki mężczyzna, jak Zełenski. Ciekawe, że podczas wojny bogowie wymieniają uściski – Amor i Mars idą ze sobą w parze, wzajemnie się pokrzepiając.

Zełenski stał się magnetyczny i przejdzie do historii jak generał Patton, który zawsze niezwykle dbał o swój wygląd i prezencję, zwłaszcza kiedy wyruszał w bój, żeby „przetrzepać skórę tym sukinsynom”. Mężczyzna idealny, odważny i nieskorumpowany. Codziennie śledzimy medialny serial z jego udziałem. Wielu z nas nawet nie podejrzewa, że jest to zawsze w jakiejś mierze zniekształcony obraz. Każda bowiem ze stron konfliktu używa propagandy, żeby wygrać i osiągnąć swoje cele. Putin bezprawnie zagarnąć część Ukrainy, a Zełenski pokój i przystąpienie do Unii Europejskiej.

Jak on to zrobił?

Wołodymyr Zełenski urodził się w 1978 r. w Krzywym Rogu w rodzinie ukraińskich Żydów. W dzieciństwie przez kilka lat mieszkał w Mongolii. Tam pracował jego ojciec, profesor cybernetyki. Studiował prawo na Krzyworoskim Uniwersytecie Ekonomicznym, ale nigdy nie pracował jako prawnik. Został komikiem. Karierę rozpoczął w latach 90. Zaczął wtedy występować wraz z lokalną drużyną kabaretową w rosyjskiej „grze” kabaretowej, czyli „Klubie Wesołych i Pomysłowych”. Gra ta funkcjonuje na różnych szczeblach od 1961 r. i na przestrzeni lat stała się międzynarodowym ruchem prężnie działającym w krajach byłego ZSRR. Szaloną popularność zdobył w 2015 r., gdy zagrał główną rolę w serialu „Sługa narodu”. Fabuła jest mniej więcej taka: zwykły nauczyciel historii zostaje prezydentem Ukrainy. A staje się to po tym, jak popularność w internecie zdobywa nagrane z ukrycia przez jego ucznia wideo, na którym ten niecenzuralnym językiem opisuje sytuację w kraju. Tak oto pierwszy „uczciwy prezydent” Wasyl Petrowycz Hołoborodka próbuje doprowadzić do porządku skorumpowaną administrację państwa i walczy z oligarchami. Oligarchowie, jak i politycy wzorowani byli na autentycznych postaciach. Serial zyskał błyskawiczną sympatię Ukraińców. Do tego stopnia, że cnoty Hołoborodki Ukraińcy przypisywali samemu Zełenskiemu. Na fali entuzjazmu, Zełenski wystartował w wyborach prezydenckich w 2019 r. I pokonał ubiegającego się o reelekcję kandydata prounijnej Europejskiej Solidarności Petra Poroszenkę. W pierwszej turze zdobył 30,2 proc. głosów, a w drugiej, rywalizując już bezpośrednio z Poroszenką, aż 73,2 proc. Dla Poroszenki był to cios. Pokonał go komik? I to ten, który w skeczach często wyśmiewał Poroszenkę i jego rządy. Ktoś taki miał nie zabawić długo na stanowisku prezydenta. Wielu wątpiło w jego zdolności przywódcze i kompetencje do sprawowania funkcji głowy państwa. A jednak okazał się być prezydentem nowoczesnym i niewygodnym dla samego Putina. Z informacji amerykańskiego wywiadu wynika, że to właśnie osoba Zełenskiego jest teraz celem numer jeden dla rosyjskich wojsk, następna do odstrzału ma być jego rodzina. Mimo tego prezydent deklaruje, że ani on, ani jego bliscy nie opuszczą kraju. Do historii przejdzie jego odpowiedź na ofertę USA ewakuowania go z Ukrainy: „Tu jest wojna. Potrzebuję amunicji, nie podwózki”.

Internet codziennie zachwyca się jego postawą. Bo jest normalny w tym porąbanym świecie – komentują internauci. Nie chce wojny i widać to w każdym jego słowie. Nawet nie wyzywa Rosjan za to, co robią, ale apeluje, aby przejrzeli na oczy i zobaczyli, kto nimi rządzi. „To być może ostatni raz, kiedy widzicie mnie żywego”, powiedział do narodu na jednym z nagrań opublikowanych niedawno przez prezydenckie biuro. I uznanie dla jego odwagi znów wzrosło. Jeszcze więcej Ukraińców gotowych było sięgnąć po broń, wracać do Ukrainy, żeby walczyć przy jego boku, nagrywać filmiki pokazujące wroga w rozsypce i samych siebie, którzy mówią o lęku przed śmiercią, ale też potrafią go przekroczyć w imię dobrostanu ojczyzny. Ten jednak postrzegany jest nie jako nacjonalistyczne przesłanie do mordowania, ale prawo do życia na zasadach, jakie wyznacza państwo z własnymi tradycjami.

„W umieraniu przejawia się wspólnotowość. A jeśli twoja śmierć przynależy również do innych, to w gruncie rzeczy nigdy nie jesteśmy sami – oto jedna z wielkich nauk, jakich udziela nam wojna” – pisze James Hillman w „Miłości do wojny”. Ten znakomity psychiatra, uczeń Carla Gustava Junga dowodzi też, że od wieków w sprawie wywoływania i przeżywania wojen nic, z wyjątkiem dekoracji, tak naprawdę się nie zmieniło. Ale po lekturze, jaką nam oferuje, możemy lepiej zrozumieć sens i znaczenie konfliktów zbrojnych. Wojna to przecież niedający się okiełznać pierwotny żywioł, który zawsze będzie przerażał przyzwoitych ludzi. Ci zaś w zalewie informacji poszukują jakiegoś wentyla bezpieczeństwa, który daje nadzieję, że świat, jaki znają, zwłaszcza świat wartości, zostanie ocalony.

I pierwsi zostaniemy o tym poinformowani.

W książce „Kwantechizm, czyli klatka na ludzi” dr hab. Andrzej Dragan (zasłużony zresztą laureat nagrody „Polityki”), który zajmuje się łączeniem ogólnej teorii względności z teorią kwantową zauważa: „Mówi się często, że żyjemy w erze informacji. Paradoksem naszego położenia jest to, że owa informacja jeszcze nigdy w historii nie była tak bezwartościowa. Legendarny pierwszy maratończyk oddał życie, by przekazać informację o zwycięstwie Greków nad Persami w bitwie pod Maratonem. Był to zaledwie jeden bit informacji. Jego wartość logiczna <<1>> oznaczała zwycięstwo. Wartość <<0>> oznaczałaby porażkę. Jednak dla owego maratończyka wartość tego konkretnego bitu przekraczała wartość jego własnego życia. Tak cenna potrafiła być informacja w zamierzchłych czasach. Obecny dzienny przepływ informacji przez nasze smartfony jest dziesięć miliardów razy większy, a prędkość obiegu informacji, bliska prędkości światła, jest sto milionów razy szybsza niż prędkość najszybszego maratończyka. Obecnie informacja nas wręcz zaśmieca”.

Dość powiedzieć, że dla umysłu nie ma znaczenia, czy nasze ciało fizycznie uczestniczy w wojnie, czy tylko słuchamy informacji na temat wojny toczącej się poza granicami naszego kraju. To wielki stres i nie pozostaje bez wpływu na nasze zdrowie psychiczne. Po pandemii Putin oszalał. I chce ściągnąć w głąb swojej mrocznej wizji świat, który jeszcze nie otrząsnął się po śmiercionośnym wirusie. Cywilizowany świat ma jednak zdolność jednoczenia się w obliczu kolejnej tragedii, a tego chory umysł Putina, który rozumie tylko argumenty siły, nigdy nie pojmie.

Dlatego prezydent Ukrainy musi wiedzieć jedno. Jeśli okaże słabość, wszystko runie. Przed kamerami nie może zadrżeć mu głos. Musi dotrzeć do świata, który nienawidzi tchórzy, nie wybacza słabości i żywi się sukcesem zwycięzców. Trzeba być twardym, choć wewnątrz wszystko płacze. Czyż nie tego uczono nas przez ostatnie dziesięciolecia? Każdy boi się wojny. On też. A mimo to potrafi przewodzić w czasie masowego umierania, które tak naprawdę nie ma żadnego sensu.

Tak czy inaczej marne są szanse, że zobaczymy Putina w Hadze, za to dzięki postawie Zełenskiego Rosjanie mogą wkrótce odpuścić. Zwłaszcza że kochany już na wszystkich kontynentach prezydent Ukrainy jest gotów odpuścić przystąpienie swojego kraju do NATO i negocjować kwestię Krymu i Donbasu. I tak już medialnie wygrał tę wojnę. Ma też szacunek całego świata, który śledzi serial wojenny o Ukrainie w TV i na platformach internetowych. Teraz chodzi już tylko o pokój. Choćby o to, by być taką drugą Finlandią, która po Wojnie Zimowej straciła Wyborg, ale zyskała święty spokój. Rosja od tamtej pory omija ją szerokim łukiem. Święty spokój na świecie, w którym jeden człowiek stwarzać może zagrożenie dla miliardów, jest w naszych czasach błogosławieństwem. Nie spada z nieba, ale można go osiągnąć ciężką pracą, zaprzęgając do tego najnowocześniejsze technologie informacyjne, które kreują mit o wielkich bohaterach naszych czasów. Zawsze będą potrzebni w walce dobra ze złem. Bo też zło, co widać po czynach Putina i tych, którzy się z nim „przyjaźnili”, ma na świecie o wiele więcej interesów do załatwienia niż dobro.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Najnowsze wpisy naszych autorów Wszyscy autorzy
Przyszłość jest tutaj

Podaj swój adres email i odbieraj najświeższe informacje o nowych technologiach i nie tylko.

email-iconfacebooktwitteryoutubelinkedin instagram whatsup
Skip to content