Partner serwisu

Android. Twój nowy, lepszy partner

– Mieć kogoś, kto nie porzuci, nie wyśmieje i odczyta w lot moje potrzeby – rozmarza się mój przyjaciel. I patrzy na swoją dziewczynę. – Gdyby Sylwia była androidem, nie miałbym nic przeciwko. Miałaby wszystko to, co człowiek, z wyjątkiem kobiecej duszy. Byłaby więc łatwiejsza w obsłudze. I nigdy by mi nie umarła.

Coraz częściej słyszę zarówno od kobiet, jak i od mężczyzn, że związek z żywym człowiekiem jest tak trudny, skomplikowany emocjonalnie i nieprzewidywalny, że o wiele lepiej żyłoby się w związku z czymś na kształt androida. Miałby ciało i program w mózgu skonstruowany w taki sposób, żeby jego ludzki partner odetchnął wreszcie z ulgą. Nie musiałby odczytywać stanów emocjonalnych, kłócić się o liczbę wypitych piw czy zajmować się mnóstwem niechcianych spraw, które na co dzień czynią związek uciążliwym.

Zobacz również:

Czytaj także:
Humanoidalny robot Elona Muska. Czy czeka nas bunt maszyn?
Seks z robotem, dłuższy, lepszy orgazm, idealne spełnienie. Poznaj sex-tech!
Sztuczna inteligencja. Pies, czyli kot

Kochający android tuż tuż?

Nad skonstruowaniem humanoidalnego robota pracuje już amerykańska firma Boston Dynamics, będąca od 2013 r. własnością Googla. Podobne badania prowadzi wiele laboratoriów uniwersyteckich na całym świecie (głównie w Japonii). Produkcją robotów humanoidalnych do zastosowań naukowych (jako platformy badawcze) zajmuje się również firma SARCOS.

Jednak android „w miękkiej skórze” to wciąż daleka przyszłość. Nie ma nic wspólnego z gumową lalką. Jego stworzenie byłoby w pewnym stopniu ucieleśnieniem marzeń bohatera książki Michela Houellebecq’a „Cząstki elementarne”. Wedle Michela ludzkość ma zniknąć, ale zanim to nastąpi, ma dać początek nowemu gatunkowi, pozbawionemu płci i nieśmiertelnemu, który przezwycięży problem indywidualizmu, rozłąki i troski o przyszłość. Bez wątpienia projekt ten odrzuciłyby wszystkie wielkie religie – judaizm, chrześcijaństwo i islam, uznając go za zamach na ludzką godność, która czerpie siłę z połączenia z Najwyższą Istotą. Może jedynie buddyzm byłby odrobinę przychylny. Skoro podstawą myśli Buddy było uświadomienie sobie istnienia trzech przeszkód: starości, choroby i śmierci, techniczne rozwiązanie tego problemu można by rozważyć podczas medytacji.

Tak czy inaczej marzenie o sztucznej inteligencji jako życiowym partnerze, staje się dla zwykłych śmiertelników czymś, czego nie należy całkowicie odrzucać. Sztuczna inteligencja to przecież zdolność systemu do prawidłowego interpretowania danych pochodzących z zewnętrznych źródeł. Taki system potrafi uczyć się na ich podstawie oraz wykorzystywać tę wiedzę, aby wykonywać określone zadania. A tym samym osiągać cele poprzez elastyczne dostosowanie. Zwykły śmiertelnik płci męskiej czy żeńskiej z taką elastycznością ma nierzadko spore problemy. Zwłaszcza, gdy druga strona związku postępuje nie tak, jakby chciała pierwsza. „Kolejny browar, kochanie? Musisz się jakoś opanować, bo mamusia wpadnie na kolację”! „Nie mogę oddychać, tak duszą mnie twoje wieczne pretensje”! Android wzruszyłby ramionami na nasze słabości. I zająłby się uprzyjemnianiem nam życia albo zostawieniem nas w świętym spokoju.

Zamiast żelastwa hologram

Badacze z Uniwersytetu w Sussex stworzyli już przecież animowane hologramy 3D, które można nie tylko pod dowolnym kątem oglądać, ale również dotknąć. Technika opracowana przez Brytyjczyków tym się różni od wcześniej wykorzystywanych rozwiązań holograficznych, że zamiast laserów wykorzystuje ultradźwięki, a obiekty kształtowane są z miniaturowych polistyrenowych kulek. Co to za metoda?

Zapoczątkowana została przez inżynierów z Uniwersytetu Brighama Younga w Utah, USA, którzy użyli niewidzialnych laserów do wprowadzenia w stan lewitacji niewielkich drobin zawieszonych w powietrzu. Później manipulowali nimi, dodatkowo oświetlając światłem RGB, co tworzyło efekt obrazu 3D. W technice brytyjskiej zamiast laserów użyto dwóch układów generatorów fal dźwiękowych, które wykorzystano do manipulacji polistyrenowymi kulkami o średnicy jedynie dwóch milimetrów. Fale dźwiękowe poruszają kulkami z prędkością do 32 km/h, wyrysowując kształty do rozmiarów nawet 10 centymetrów w mniej niż jedną dziesiątą sekundy. Ludzkie oko nie potrafi za tym nadążyć. Widz widzi więc gotowy trójwymiarowy kształt. A w związku z tym, że naprawdę istnieją one w przestrzeni 3D, a nie są jedynie dwuwymiarowym obrazem, kreowanym przez iluzję oszukującą mózg, hologramy te mogą być oglądane pod dowolnym kątem. Dzięki fizycznym komponentom, są wyczuwalne przez dotyk. Naukowcy sądzą, że możliwe jest również odtwarzanie za ich pomocą dźwięku.

Dotyk przyszłości

Golem XXI wieku

Czy to pierwszy krok do tego, by nasz android nie tylko był widoczny, odczuwalny, ale także z nami rozmawiał? Zobaczymy. Oby nie skończyło się, jak w legendzie o golemie, którego stworzył rabin Jehuda Löw ben Becalel, talmudysta, filozof i pisarz, urodzony w Poznaniu, działający w Pradze.

A było tak. W drugiej połowie XVI w. nasiliły się ataki na praskich Żydów, których posądzano o bezbożne praktyki i okultyzm. Aby obronić siebie i innych, rabin ulepił z gliny wielką postać człowieka, którą ożywił za pomocą tajemnych rytuałów i modłów. Na koniec włożył do ust Golema pergamin ze słowem Emet (w języku hebrajskim słowo to, אמת, oznacza „prawdę”). Wymazanie pierwszej litery powodowało powstanie słowa met (w języku hebrajskim מת oznacza „śmierć”) co odbierało życie istocie. Według innych mogło to być również słowo Adam, czyli „człowiek”, a po wymazaniu pierwszej litery dam, co oznacza po hebrajsku „krew”. Tak stworzona istota była jednak niema i bezmyślna. Dlaczego? Bo nie została stworzona przez Boga. Mogła tylko wykonywać polecenia i pracować. Nie miała własnej, wolnej woli.

Android, czyli remedium na egoizm i cierpienie

Przypuszczalnie współczesny „golem”, dzięki osiągnięciom techniki, nie byłby już tak głupi. Weźmy choćby pod lupę powieść Philipa K. Dicka „Czy androidy śnią o elektrycznych owcach”. Na podstawie tej powieści Ridley Scott zrobił niezły film fantastyczno-naukowy „Łowca androidów” (1982 r.). Widzimy tam dystopijną wizję Los Angeles roku 2019. Genetycznie wytworzone istoty – replikanci, podobni z wyglądu do ludzi – są używani do niebezpiecznych zadań w pozaziemskich koloniach. No i, jak to zwykle bywa w przypadku uciśnionych, buntują się. Ich przebywanie na Ziemi zostaje więc przez człowieka uznane za nielegalne. Specjalne jednostki policji, zwane „łowcami androidów” (ang. „blade runners”) mają za zadanie łapać i „odsyłać na emeryturę” nieposłusznych replikantów.

Koniec marzeń o nieśmiertelności androida, który nie zdradzi, nie wyśmieje i można go przekazać w spadku dzieciom? Niekoniecznie. Jednak biorąc pod uwagę niedojrzałość, egoizm i ciemne sprawki uczestników życia na planecie Ziemia, długo nie będziemy gotowi skorzystać z osiągnięć technologicznych w sposób, który nie raniłby innych.

Przykład znajdziecie w znakomitej książce „Procedura” Harry’ego Mulischa. To opowieść o losach Victora Werkera, biochemika, który dokonał cudu. Ożywił martwą materię. Zasłużona sława nie daje mu jednak satysfakcji. Nie potrafi przywrócić spokoju wewnętrznego, który utracił po śmierci córki i odejściu żony. Coraz bardziej zagubiony, popełnia błąd za błędem. Historia Werkera jest przypowieścią, za którą kryją się stawiane od wieków pytania o istotę i konsekwencje aktu tworzenia. Mulisch rozważa ten problem na wielu płaszczyznach. Podąża za marzeniem człowieka o stwarzaniu życia na podobieństwo Boga. Odwołuje się do biblijnej Księgi Rodzaju, mistyki żydowskiej, legendy o praskim Golemie i osiągnięć współczesnej genetyki. 

Android na twój obraz i podobieństwo twoje

Najprawdopodobniej android, który będzie ludzkim partnerem życiowym kiedyś powstanie. Zaprogramowany tak, by człowiek osiągnął w związku z nim maksymalną satysfakcję emocjonalną. Zminimalizował lęk, zmaksymalizował rozkosz. Co jednak z uczuciami tego, który pokocha androida, a z jego „zabawką” stanie się coś nieprzewidywalnego? Czy nie będzie cierpiał równie mocno, jak wówczas, gdy traci ukochaną osobę?

Może rację ma Michael Houellebecq w „Cząstkach elementarnych” sugerując, że jedynym sposobem na brak cierpienia w świecie jest to, by człowiek przestał w ogóle odczuwać emocje. Pozostaje pytanie, czy chcielibyśmy takiego świata. Odcięcie emocji przykrych jest bowiem równoznaczne z odcięciem się od tych, które nadają życiu sens. Radość o poranku z całowania ukochanej istoty, miałaby w najlepszym przypadku smak świeżo skoszonej trawy. Ale wtedy bylibyśmy przynajmniej wolni od napięć, jakie każdego dnia nam towarzyszą.

Gdyby nawet powstał ludzki android jako odpowiedź na lęk przed związkiem z innym człowiekiem, wciąż mielibyśmy problem, jak poradzić sobie z lękiem przed samym sobą, własną śmiertelnością, codziennym dokonywaniem wyborów. Może i wymyślilibyśmy w końcu cudowną tabletkę na stany wzmożonego napięcia, która pozwoliłaby na intymną idyllę z naszym domowym androidem. Ale co w takim razie zrobilibyśmy z hakerami, którzy mieliby dobry powód, aby nakłonić naszego androida do załatwienia nas bronią, która trafia w najczulszy punkt? Bo jedno jest pewne. Nawet jeśli usunęlibyśmy z naszego mózgu ośrodek odpowiedzialny za emocjonalne cierpienie, inne czułe punkty zawsze się znajdą. To ludzka rzecz.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Najnowsze wpisy naszych autorów Wszyscy autorzy
Przyszłość jest tutaj

Podaj swój adres email i odbieraj najświeższe informacje o nowych technologiach i nie tylko.

email-iconfacebooktwitteryoutubelinkedin instagram whatsup
Skip to content