Partner serwisu

Sztuka zaufania, czyli praca hybrydowa

 

Grupa wyższych rangą menadżerów, różnych firm – wbrew pozorom – rozmawia na różne tematy. Wtedy pada hasło „a jak tam u was z pracą zdalną?” I zrobiło się… dziwnie. Przez moment nastała cisza. Rzucający grant mówi: „Pytam, bo ostatnio widziałem film rekrutacyjny pewnej firmy i oni tam pokazują, że można pracować nawet w stadninie, w przerwie między jazdą konną. W końcu nie jesteście fabryką z liniami produkcyjnymi, przy których trzeba stać czy sklepem, gdzie trzeba wyłożyć towar czy obsłużyć klientów bezpośrednio?”. Praca hybrydowa to sztuka… zaufania.

Nadal cisza, powietrze gęstnieje. Nagle jedna z osób mówi: „No u nas, to ludzie są raczej przeciwni pracy zdalnej. Tak więc przychodzimy do biura. Na home office tylko jak ktoś przeziębiony jest.” Znowu cisza, ta z tych niezręcznych. Pytający po chwili: „Ale dlaczego? Co w domu pracują gorzej? Rozliczasz ich za siedzenie w biurze, czy efekty?”. Wywołany do odpowiedzi: „Nie, nie rozliczam ich za bycie w biurze, ale za konkretne zadania”. Pytający strzela z biodra: „No to w czym problem? Nie ufasz im?”.

Zobacz również:

„No chyba… tak. Nie do końca im ufam, że nie robią czegoś innego. Dla kogoś innego” – pada w końca odpowiedź.

„Ale co cię boli? To, że robi coś dla kogoś, czy że w tym czasie nie robi dla Ciebie? Przecież kiedy jest w biurze, to może robić tak samo” – dobija leżącego Pytający.

Moim zdaniem wyzwanie to zaufanie. Po obu stronach. Jeżeli tego nie zmienimy, to jedni będą ciągle monitorować, a drudzy będą regularnie przeziębieni. System wydaje się prosty – ja Ci zlecam zadanie, ty je realizujesz. I możesz być nawet na Marsie. Pod warunkiem, że wywiązujesz z obowiązku pracy! Podkreślam pracy, a nie siedzenia w biurze.

Czytaj także:
Sexify. Seksowna jak programistka
Tak czatboty zastępują rekruterów
Praca zdalna daje popalić? Skorzystaj z tych aplikacji

A teraz idźcie do domu i pracujcie tak samo

W ilu biurach, na ilu spotkaniach managerów, właścicieli obecnie toczą się takie rozmowy? Pewnie na wielu. Można powiedzieć, że wymuszony sposób zmiany warunków pracy nastąpiła w marcu 2020. Wtedy to „zamknięto nas w domu” na długie dni, wręcz tygodnie. Wszyscy mieliśmy nadzieję, że to szybko się skończy i będzie jak wcześniej, czyli normalnie. Jednak 2021 rok pokazał nam, że obecna normalność jest inna niż ta poprzednia. 

Kiedy piszę ten artykuł, to jest grudzień 2021 – „na rynku” pojawiła się nowa wersja koronowirusa odpowiedzialnego za COVID. Ludzie nadal toczą mniej lub bardziej wysublimowane dyskusje na temat tego czy szczepienie ma sens. Do szpitali trafiają ludzie zarażeni i poważnie chorujący. Różne kraje szukają różnych sposobów na zminimalizowanie rozpowszechniania się wirusa. A jak przy okazji się pytam „Co się stało z grypą?” 

Kiedy przymusowo „wrzucono nas na zdalne” to napisałem mini poradnik wynikający z mojego doświadczenia z „houmoffisowania”. Zwróciłem w nim uwagę na pracownika i na szefa.

Moje rady, na podstawie własnych doświadczeń:

Gdy jesteś na „houmoffisie”

nie siadaj do kompa w „piżamie” – to podstawowa sprawa. 

najpierw poranna higiena. 

może warto poświecić kilka lub nawet kilkanaście minut na trochę ruchu – potraktuj to jako dojazd do pracy.

śniadanie. 

praca. 

rób przerwy na kawę i posiłki 

– pracuj w miejscu, w którym chcesz, gdzie Ci wygodnie – tylko nie w łóżku

skończ w normalnych godzinach. 

Gdy jesteś szefem „zdalnych”

dowiedz się kto ma jakie warunki pracy (miejsce w domu/ dzieci/ inne).

dostosuj do tego listę celów i zadań. 

ustal sposób raportowania. 

minimalizuj ilość osób w telekonferencjach – tylko tyle, ile trzeba do omówienia danego zadania.

Od tego czasu minął ponad rok. Czy coś bym zmienił w tym co napisałem? Raczej nie. W przypadku pracy w domy ważna jest właśnie higiena, ta osobista i higiena pracy.

Mam dosyć „houmoffisa”

„Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono” – to cytat z wiersza Wisławy Szymborskiej „Minuta ciszy po Ludwice Wawrzyńskiej”. Dlaczego ten cytat przy okazji pisania o pracy? Bo mnie sprawdzono przez lata na różne tryby pracy: pracującego w biurze i u klienta, pracującego w 100% w biurze. Oraz pracującego u klienta, w kawiarni i w domu.

I ja już wiem, że nie chcę być tylko „na homoffice” – zaczynam zauważać „rozpraszacze”, o których mówiła mi żona, gdy przekonywałem ją, że ma fajnie, bo nie musi jeździć do biura. Budzisz się w pracy, zasypiasz w pracy. Każde naczynie w kuchni woła do ciebie „umyj mnie teraz”, kiedy przechodzisz koło pralni, to pralka zachęca aby się przyjrzeć. Trawa za oknem zachęca do skoszenia, chwast do wzięcia go w ręce.

No i dzieci. Ja mam fajnie, bo dzieci już samodzielne. Ale jak ktoś ma „bajtle”, które widzą i wiedzą, że „przecież jesteś w domu” to nie masz życia. Przecież nie możesz im powiedzieć, że właśnie bawimy się w Indian i kowboi i przywiązać ich do nogi stołu na cały dzień. Albo powiedzieć, że wygrywa ten, kogo nikt nie znajdzie aż do 17:00. A i samemu sobie trzeba załatwić prowiant. A jak dzieci się nudzą, to potrafią nawet popsuć internet, o czym pisze Monika.

Praca hybrydowa, człowiek hybrydowy

Po latach doświadczeń, a szczególnie po doświadczeniach ostatnich miesięcy mogę powiedzieć jednoznacznie „Jestem hybrydowy i umiem tak pracować”. Lubię przyjeżdżać do biura, ale nie dlatego, że są tam rośliny – ostatnio jeden z właścicieli pewnej firmy podkreślał, że to ważne, aby były rośliny, bo ludzie chętniej będą przyjeżdżali do biura – ale dlatego, że są tam ludzie. Z którymi można podczas picia kawy czy herbaty omówić jakiś projekt. I wtedy też zobaczyć ich reakcje, które mogą znacznie przyśpieszyć działanie. Z którymi można pogadać o „pierdołach” – co trudno zrobić na „videowallu” (próbowałem ze swoim kilkuosobowym zespołem podczas pandemii – coś nam nie wychodziło”). Którym można złożyć życzenia. Jestem boomerem – dla mnie to ma wartość.

Ale lubię też… nie przyjeżdżać do biura. Usiąść i zająć się tylko swoim zadaniami. Odciąć się od wszystkich i wszystkiego – chociaż to już mi wychodzi gorzej, bo rozpraszacze mnie nawołują.

Lubię i umiem być w delegacji. Mnie przejazd z miasta A do miasta B z reguły zajmuje więcej czasu, bo mam wliczone, że gdzieś po drodze się zatrzymam aby popracować, bo albo coś trzeba zrobić, albo coś wpadło mi do głowy. Albo przyjeżdżam wcześniej siadam w jakiejś ulubionej kawiarni i pracuję. Tak mam.

Bądźmy hybrydowi

Pandemia zmieniła wiele dotyczasowych tzw. pewników. Tak samo zmieniała sposób w jaki pracujemy, albo w jaki korzystamy z biura. Jestem zwolennikiem pracy hybrydowej. Uważam, że „bycie na zdalnym” tylko spowoduje pogorszenie relacji między ludźmi. A nawet może doprowadzić do wyobcowania i strachu przed kontaktem z innymi, głównie w biurze. Bo zakładam, że młodsze pokolenie pracę zdalną widzi jako bonus. Bo można iść wieczorem na imprezę a rano nie trzeba jechać do biura i szefowie nie będą mieć pretensji o nasz wygląd. A no i oczywiście tzw. strój firmowy. Przecież wystarczy, że wrzucę na siebie koszulę. Tego, że jestem w majtkach nikt nie widzi. No i mogę sobie pojechać gdzieś nad morze, gdzie w przerwach między surfowaniem, będę coś tam robił.

Jeżeli chodzi o opcję „pracuję na wyjeździe” to nie mam zdania. Ja sobie z tym nie radzę. Jak wyjeżdżam w fajne miejsce, to chcę mieć czas aby je poznać. I być tam. A nie udawać, że jestem i że pracuję. Ale to ja. Może ktoś inny tak pracuje efektywnie, bo wie, że zaraz po robocie rzuca wszystko i idzie zwiedzać czy oddać się przyjemnościom. Jak tak umie to super. Ja jeszcze nie. Uczę się.

Praca hybrydowa, czyli zaufanie to podstawa

Ale żeby to wszystko miało się udać, to oprócz zmian w prawie pracy konieczne jest ZAUFANIE. Jeżeli ja jako szef nie będę umiał zaufać współpracownikowi, to nic z tego nie wyjdzie. Mogą być najlepsze przepisy, ale to od nas ludzi zależy jak to wszystko będzie działać. Czego życzę Wam i sobie. Bo to już inna normalność jest.

Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Dominika
Dominika
8 miesięcy temu

Ja wiem, że to jest internet i w nim może nie do końca obowiązują prasowe zasady, ale proszę o odrobinę korekty, zwłaszcza przy tak ciekawym tekście. „Nikt nie widzie”, „będą coś tam robił”, „oddać się przyjemnością”… Naprawdę nie warto oszczędzać na redakcji i korekcie

Najnowsze wpisy naszych autorów Wszyscy autorzy
Przyszłość jest tutaj

Podaj swój adres email i odbieraj najświeższe informacje o nowych technologiach i nie tylko.

email-iconfacebooktwitteryoutubelinkedin instagram whatsup
Skip to content