W Sztabie Generalnym WP ogłoszono rozpoczęcie programu w obecności wicepremiera i szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza, sekretarza stanu w MON Cezarego Tomczyka, szefa Sztabu Generalnego gen. Wiesława Kukuły oraz gen. dyw. Karola Molendy, dowódcy Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni. Nazwiska oczywiście znaczące, ale tu ważne jest coś innego: to nie jest konferencja „dla wojska”. To zaproszenie kierowane do każdego pełnoletniego obywatela.
Czytaj też: Obrona przed dronami – jakie technologie wojskowe zwalczają drony?
wGotowości: szkolenia wojskowe, na które zapiszesz się w aplikacji mObywatel
„To jest lekcja patriotyzmu” – powiedział Kosiniak-Kamysz. W polskiej kulturze patriotyzm często kojarzy się z wydarzeniem symbolicznym: świętem, rocznicą, marszem, hymnem. Tymczasem MON proponuje, by patriotyzm był bardziej umiejętnością, a obrona państwa zaczęła być osadzona w świadomości Polaków, a nie czymś, co po prostu „robią inni”. Warto jednak zaznaczyć, że nie chodzi o to, żeby każdy został żołnierzem.
Wręcz przeciwnie: chodzi o kompetencje ludności cywilnej i odporność – to słowo klucz. Państwo może mieć najnowocześniejsze czołgi, drony i systemy dowodzenia, ale jeśli obywatele w sytuacji kryzysowej nie wiedzą, gdzie schronić dzieci jak zareagować na sygnał alarmowy albo jak udzielić pomocy rannemu, to system przestaje działać. I tu przechodzimy do sedna, bo „wGotowości” jest projektem modernizacyjnym. Takim, który łączy bardzo różne warstwy rzeczywistości – od pierwszej pomocy przez sztuczną inteligencję po zarządzanie informacją.
Dawniej, żeby zapisać się na szkolenie wojskowe, trzeba było udać się do WKU, wypełnić stos papierów i czekać, aż ktoś się odezwie. Dziś wystarczy otworzyć mObywatela i kliknąć kilka razy. Gen. Molenda podkreślił, że proces rejestracji ma trwać mniej niż pół minuty. To bardzo istotne, ponieważ mamy do czynienia z bezpośrednim sygnałem, że państwo powoli uczy się działać jak nowoczesna firma technologiczna: użytkowo, dostępnie i bez tzw. „urzędniczej mgły”. To ważne, bo barierą często nie jest brak chęci, lecz biurokratyczny opór. Jeżeli państwo naprawdę chce, by obywatele zdobywali kompetencje obronne, musi być łatwo. I wygląda na to, że tym razem faktycznie jest.
Czytaj też: ChatGPT Go w Polsce. Co nam daje najtańszy płatny plan OpenAI? I czy będzie dla nas najlepszy?
Jak będzie wyglądał program wGotowości?
Ogółem mówiąc, program dzieli się na dwie duże kategorie. Pierwsza ścieżka to „odporność” – dla wszystkich, którzy po prostu chcą wiedzieć, co robić, gdy dzieje się coś niedobrego. Szkolenia indywidualne i grupowe. Pierwsza pomoc, przetrwanie, bezpieczeństwo domowe, cyberbezpieczeństwo, stres i reakcje kryzysowe. Zero musztry. Zero munduru. Tylko praktyczne umiejętności. Natomiast opcja druga to ścieżka „rezerwy” – dla tych, którzy chcą wejść głębiej, ale bez podpisywania kontraktu na zawodową służbę. Trzeba mieć na uwadze, że nie jest to „pójście do wojska”, tylko budowanie zasobu ludzi, którzy w razie potrzeby wiedzą, gdzie mają się znaleźć i co zrobić.
W programie pilotażowym 22 listopada ruszyły pierwsze zajęcia indywidualne, ale zapisy ciągle trwają! Według zapowiedzi do końca 2026 roku przeszkolonych ma zostać około 400 tysięcy obywateli. Taka liczba ludzi z praktycznymi kompetencjami jest już w mniejszym stopniu kosmetyką, a w większym zmianą strukturalną. To budowanie odpornego społeczeństwa – takiego, które nie panikuje, tylko działa. I wie jak. Można to porównać do posiadania gaśnicy w domu. 99% ludzi nigdy nie będzie musiało jej użyć. Ale ten 1%, kiedy coś się wydarzy, często decyduje o przetrwaniu lub co najmniej skali zniszczeń.
Część osób może niestety powiedzieć: „ale przecież jesteśmy w NATO, po co to wszystko?”. Owszem, jesteśmy. I bardzo dobrze. Jednak NATO nie zastąpi nam umiejętności tamowania krwotoku czy rozpoznania cyberoszustwa. W skali kraju bezpieczeństwo coraz mniej opiera się na posiadaniu nowoczesnych czołgów na granicy. Liczy się infrastruktura lokalna, kompetentne społeczności, świadomi obywatele i sprawna organizacja cywilna. Najpewniej bowiem Państwa, które przetrwają kryzysy XXI wieku (oby tych kryzysów było jak najmniej), to te, które traktują obywatela nie jako biernego odbiorcę decyzji, ale jako współtwórcę ciągłości bezpieczeństwa.
Czytaj też: Podpis kwalifikowany w mObywatelu za darmo. Jak skorzystać? Kiedy wystarczy podpis w profilu zaufanym?
Okiem sceptyka: pojawiające się wątpliwości
Patrząc na program wGotowości z pewnym dystanem, trudno oprzeć się pytaniu, dlaczego dopiero teraz. Zagrożenia zewnętrzne i wewnętrzne nie pojawiły się wczoraj. Jeśli państwo dopiero w 2025 roku odkrywa, że obywatele powinni wiedzieć, jak zachować się w kryzysie, to oznacza, że przez ostatnie dekady podstawowa edukacja bezpieczeństwa była mocno zaniedbana. I to niezależnie od tego, jaka opcja polityczna była u władzy. Oczywiście dobrze, że zmiana w końcu została wprowadzona – i to należy chwalić. Ale… żyjemy w na tyle niestabilnym okresie, że czas może odgrywać kluczową rolę w umiejętności przetrwania.
Niepokój może budzić również kwestia skali i tempa. Zapowiedź przeszkolenia 400 tysięcy osób w dwa lata brzmi imponująco, ale im większa liczba, tym większe ryzyko rozmycia jakości. Jeśli szkolenia mają być naprawdę praktyczne, wymagają dobrych instruktorów, infrastruktury, dobrze przygotowanych materiałów i logistyki. Tymczasem system dopiero powstaje, a wiele elementów – od kadry po ewaluację – będzie testowanych „w trakcie”. To rodzi pytanie, czy nie będziemy mieli kolejnego programu, gdzie papier będzie się zgadzał, liczby zrobią wrażenie, a realne kompetencje uczestników pozostaną mocno symboliczne.
Czytaj też: Strategia cyfryzacji, czyli koniec papieru i… własna satelita 6G?
Czy istnieje ryzyko przejścia z rezerwy do prawdziwej walki?
Kolejna sprawa to chyba najbardziej drażliwy temat, niewypowiedziany wprost, ale obecny w tle tej całej narracji: co stanie się, gdy pojawi się realne zagrożenie i konieczność mobilizacji? Oficjalnie mówi się o ścieżce „Rezerwy” jako formie dobrowolnego wzmocnienia potencjału obronnego państwa. Jednak historia – i to zarówno polska, jak i europejska – pokazuje, że w sytuacji konfliktu dobrowolność może bardzo szybko zamienić się w obowiązek. To naturalne działanie państwa w kryzysie, ale również coś, co należałoby komunikować uczciwie i otwarcie.
Jeśli szkolenie ma służyć budowaniu zasobu ludzi, którym można powierzyć określone zadania „kiedy będzie trzeba”, oznacza to, że uczestnicy stają się – choć w formie rozproszonej – częścią nieoficjalnego systemu mobilizacyjnego. Patrząc sceptycznie, można uznać, że program jest nie tylko lekcją obywatelską, ale również cichym przygotowaniem społeczeństwa do scenariusza, o którym nikt nie chce mówić głośno: że w razie wojny państwo będzie potrzebowało rąk do obrony, nie tylko sprzętu za miliardy. To nie musi być zarzut – państwo ma prawo się przygotowywać. Ale obywatel powinien być też świadomy, do czego i kiedy może zostać wezwany. Tu jednak rozchodzi się już wyłącznie o zaufanie do państwa.
Czytaj też: Nowy Claude Haiku jest tańszy i lepszy od GPT-5?
Program wGotowości – podsumowanie. Warto czy nie warto?
Mimo wszystkich wątpliwości i pytań, które warto stawiać państwu, jedna rzecz w przypadku „wGotowości” pozostaje oczywista: umiejętności, które można tam zdobyć, będą wartościowe niezależnie od polityki, geopolityki czy okoliczności. Wiedza o tym, jak udzielić pierwszej pomocy, jak zachować się w sytuacji kryzysowej, jak reagować, gdy ktoś potrzebuje wsparcia, jak nie dać się zmanipulować w sieci, to kompetencje potrzebne po prostu w codziennym życiu.
Nie wymagają patriotycznych deklaracji ani wojskowego nastawienia; są uniwersalne i mogą przydać się każdemu, w każdym wieku i w każdej sytuacji. Ostatecznie program „wGotowości” można potraktować jak kurs praktycznego działania w świecie, który staje się coraz bardziej nieprzewidywalny.
I choć w tle mogą krążyć pytania o mobilizację, cele strategiczne i możliwe wykorzystanie tych kompetencji w przyszłości, to sam fakt zdobycia wiedzy, która realnie może uratować czyjeś zdrowie lub życie, jest wartością bardzo unikalną i potrzebną sama w sobie. Nawet osoby patrzące ze sporym dystansem na działania państwa muszą przyznać: umiejętność zachowania zimnej krwi i świadomość, co robić, gdy inni tracą głowę, to coś, czego nie da się przecenić. Jeśli więc można to otrzymać w wygodnej, bezpłatnej formie, dostępnej dla każdego, to chyba po prostu warto spróbować.
Źródło zdjęcia tytułowego: Ministerstwo Cyfryzacji

