Wirtualni influencerzy przejmują social media i budżety dużych marek

Mają swoje konta w social mediach, wchodzą we współpracę z markami, komunikują się z fanami. Są trendy i są wpływowi. Od influencerów, których znamy, różni ich tylko to, że… nie istnieją. Są wirtualnymi wytworami. Czy wirtualni influencerzy mogą odebrać chleb tym „żywym”?

Dopiero niedawno przyzwyczailiśmy się do istnienia influencerów (czyli ludzi mających swoje internetowe media i społeczności, które ich słuchają), a już musimy zacząć się przyzwyczajać do ich cyfrowych odpowiedników – wirtualnych influencerów.

Zobacz również:

Influencerzy CGI – bo tak są też czasem nazywani – imitują ludzi, dzięki „osobowościom”, które są dla nich stworzone. Mają więc swój charakter, styl, swoje poglądy, rzeczy, które lubią i których nie lubią. Ich konta przyciągają czasem miliony obserwatorów, emocjonalnie reagujących na każdą wypowiedź influencera.  

Najlepszą platformą do rozwoju influencerów stał się Instagram. To tam można spotkać najwięcej – zarówno prawdziwych, jak i nieprawdziwych – celebrytów. Co ciekawe, nie każdy cyfrowy influencer otwarcie informuje o tym, że jest wirtualnym „wytworem”. Niektórzy z nich pozostawiają ten fakt w sferze niedopowiedzenia. Często jeszcze bardziej tajemnicze jest to, kto stoi za wirtualnymi influencerami. 

Najbardziej wpływowi wirtualni influencerzy

Patrząc na zasięgi i liczbę obserwujących konta, wśród cyfrowych influencerów są prawdziwi celebryci! Mimo że nie są realni, w czasie pandemii na zdjęciach też noszą maski więc czasem naprawdę trudno nie zacząć myśleć, że jednak żyją naprawdę. Bo choć ich istnienie jest złudne, ich kontrakty są już jak najbardziej prawdziwe. Oto największe wirtualne gwiazdy. Znacie je?

lilmiquela, czyli Miquela Sousa – prawie 3 mln obserwujących. Co o niej wiemy? Ma 20 lat, charakterystyczną grzywkę, piegi na twarzy i brazylijskie pochodzenie. Uwielbia modę uliczną oraz muzykę. Mieszka w Los Angeles gdzie tworzy piosenki, a czasem także udziela wywiadów. Kiedyś była modelką.

Dywagacje nad tym, czy jest komputerowym wytworem, czy może tylko cyfrową przeróbką prawdziwej osoby, przyciągnęły większość z jej obserwujących. Okazało się, że Miquela to projekt amerykańskiego start-upu Brud, który jest nie mniej tajemniczy niż ich słynna influencerka.

Według portalu TechCrunch startup wart jest 125 milionów dolarów. Firma otrzymała duże finansowanie na prace nad połączeniem AI z obrazem i stworzenie nowej formy rozrywki, która zaciera granice między rzeczywistością a wirtualnymi środowiskami. A pierwsze słynne kampanie Miqueli? W 2018 r. podczas pokazów w Mediolanie prowadziła instagramowe konto Prady, w 2019 r. robiła wywiady dla YouTube z artystami występującymi na Coachelli. 

bermudaisbae, czyli Bermuda – niemal 300 tys. obserwujących. Stworzona przez firmę AI Cain Intelligence. Przyjaźni się z Miquelą, ale w 2018 r. rozwój techniki doprowadził do pierwszego w historii sporu internetowego pomiędzy obiema influencerkami. Poszło o… odmienne poglądy polityczne (Bermuda była swego czasu fanką Trumpa), na szczęście dla fanów konflikt udało się załagodzić i dziewczyny znowu pokazują się razem na zdjęciach. Bermuda promowała m.in. Starbucksa.

noonoouri – ma ponad 350 tys. followersów. W przeciwieństwie do wymienionych poprzedniczek charakteryzuje ją daleki od ludzkiego wygląd. Ma 19 lat, współpracuje z największymi markami w branży mody i „mieszka” w Paryżu. Jej twórcą jest Joerg Zuber, 43-letni grafik z Monachium. Promowała m.in. linię makijażu Kim Kardashian. 

Polska dopiero raczkuje w tej dziedzinie, ale może pochwalić swoim „wytworem influencerskim” – to Sara Kosmos, która powstała w 2019 r. Sara ma oryginalny styl, nosi się streetwearowo, mieszka w Warszawie i lubi zdawać relacje ze swojego życia. Przed pandemią dużo podróżowała. Jej konto na Instagramie zebrało prawie 2 tys. followersów, ale od sierpnia na jej profilu nie pojawiły się żadne nowe posty. Czyżby się zawiesiła?

Kampanie i zarobki influencerów CGI

Czy ktoś korzysta z usług zmyślonych postaci? Okazuje się, że tak i są to uznane marki. Wspomniana wyżej Prada, Hugo Boss, Marc Jacobs, Ellesse czy Givenchy mają już za sobą takie doświadczenia.

Jesienią 2018 r. francuski luksusowy dom mody Balmain rozpoczął kampanię z trzema wirtualnymi modelkami. Dwie z nich powstały wyłącznie dla marki Balmain, a trzecia, Shudu Gram to pierwsza na świecie cyfrowa supermodelka. Stworzył ją brytyjski fotograf mody Cameron-James Wilson. Na Instagramie ma już ponad 200 tys. obserwujących. Z pomocą Wilsona dzieli się swoim przesłaniem na temat różnorodności w branży modowej.

Co więcej, kiedy pandemia COVID-19 zamknęła prawdziwych influencerów w domach, ci wirtualni szybko przejęli rynek i zaczęli zarabiać jeszcze więcej. Według rankingu 20 najlepiej zarabiających influencerów-botów, który opublikowała brytyjska platforma zakupowa OnBuy, Lil Miquela w ciągu roku zarobiła ponad 10 milionów dolarów, czterokrotnie więcej niż druga w zestawieniu Noonoouri. Jeden post u niej kosztuje ok. 8 tys. dolarów. Noonoouri, która za jeden post bierze „tylko” 1,6 tys. dolarów, też nie może narzekać na brak zleceń. 

Dlaczego marki cenią sobie z nimi współpracę? Cóż, powiedzmy sobie szczerze – lepiej się ona układa. Wirtualni influencerzy nie kapryszą, nie mają wymagań, nie narzekają. Są zawsze dyspozycyjni i przede wszystkim nie mają złych dni: każdego dnia wyglądają idealnie, nie chorują, nie starzeją się, no i są długowieczni! Okazuje się też, że ich konta są często bardziej angażujące niż konta prawdziwych celebrytów. 

Zetki kochają wirtualny świat

Co ciekawe, to że są wirtualni, niespecjalnie przeszkadza Pokoleniu Z, które chętnie się z nimi identyfikuje. Tak marki docierają do pokolenia, które za chwilę będzie ich najważniejszym klientem. Czy jest to więc ukłon w ich stronę? Pytamy o to ekspertkę i trenerkę social media w biznesie, Aleksandrę Dejnarowicz.  

„Wirtualni influencerzy dla Pokolenia Z są tym, czym bohaterowie komiksów byli dla osób z pokolenia Baby Boomers. Sądzę, że każda dekada ma swojego bohatera, z którym młodzi ludzie potrzebują się identyfikować. Trzeba zrozumieć, że Pokolenie Z to cyfrowi tubylcy, świetnie posługujący się nowymi technologiami, dla których świat social media jest naturalnym środowiskiem. To właśnie przede wszystkim w wirtualnym świecie będą szukać “bohaterów ze swojej bajki”. Ambasadorami ich stylu życia są osoby znane w sieci i nie ma dla nich różnicy, czy będzie to prawdziwa osoba, czy wytwór studia graficznego, ponieważ coraz częściej zdają sobie sprawę z tego, że to, co widzą w mediach społecznościowych to kreacja. Dlatego ważniejsze jest dla nich, aby influencerzy odzwierciedlali ich wartości i lifestyle, niż to, żeby istnieli w rzeczywistości”

Wirtualni influencerzy – ciekawostka czy nowy trend w social mediach?

Wspomniany wyżej ranking wirtualnych influencerów z jednej strony trochę szokuje, z drugiej udowadnia jednak, że to dopiero początek rozwoju tej branży. Influencer Mabo, który zamyka stawkę, ma zaledwie ok. 300 obserwujących, a w ciągu roku swojej „pracy” zarobił… mniej niż 100 zł.

„Myślę, że trend wirtualnych influencerów będzie jeszcze mocniej się rozwijał, studia graficzne będą prześcigały się w coraz to lepiej zaprojektowanych influencerach, a marki będą chciały posiadać swoich własnych wirtualnych ambasadorów, którzy będą oddani tylko im. Technologia jest już na tyle zaawansowana, że wirtualnych influencerów można pomylić z tymi realnymi. Kto wie, może w przyszłości będzie można się z nimi spotkać za pomocą hologramów, które już teraz zaczynają być postrzegane, jako ciekawa alternatywa w promocji marek.”

– przewiduje Aleksandra Dejnarowicz. 

Przeczytaj także: Hologramy zrobią rewolucję w naszym życiu. A Polacy będą na czele tej zadymy.

 

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Najnowsze wpisy naszych autorów Wszyscy autorzy
Przyszłość jest tutaj

Podaj swój adres email i odbieraj najświeższe informacje o nowych technologiach i nie tylko.

email-iconfacebooktwitteryoutubelinkedin instagram whatsup