Partnerem strategicznym Homodigital.pl jest
19 kwietnia 2022

Niewdzięczni uchodźcy z Ukrainy. Pomyśl, zanim opiszesz swoją historię

Wojna w Ukrainie pokazuje, jak wielką moc mają media społecznościowe. Najpierw pozytywną. Sprawiły, że niemal cała Polska stała się wielką organizacją pozarządową, wyręczając system państwowy w pomocy uchodźcom. Im więcej czasu mija jednak od wybuchu wojny, coraz silniej wybrzmiewa negatywna strona mediów społecznościowych. Jeśli nie będziemy czujni, polskie pospolite ruszenie z pomocą Ukrainie, może stać się wysiłkiem na marne.

Wojna w Ukrainie pokazuje, jak wielką moc mają media społecznościowe. Najpierw pozytywną. Sprawiły, że niemal cała Polska stała się wielką organizacją pozarządową, wyręczając system państwowy w pomocy uchodźcom. Im więcej czasu mija jednak od wybuchu wojny, coraz silniej wybrzmiewa negatywna strona mediów społecznościowych. Jeśli nie będziemy czujni, polskie pospolite ruszenie z pomocą Ukrainie, może stać się wysiłkiem na marne.

Możesz nawet nie zdawać sobie sprawy, jak bardzo szkodzisz, gdy żalisz się w mediach społecznościowych, jaka historia spotkała cię, gdy pomogłaś uchodźczyni, która okazała się niewdzięczna. Tak o niej myślisz, bo nie chciała iść do pracy, którą jej znalazłaś. Opowiedziała znajomej, że źle jej u ciebie i wyniosła się do kogoś innego. Bez pożegnania z tobą.

To właśnie spotkało Kasię, która wzięła pod swój dach dwudziestoletnią Tanię z Mariupola. Tania tak jej dopiekła, że Kasia postanowiła opisać jej niewdzięczne zachowanie na Facebooku. Niech inni wiedzą, w co się mogą wpakować. Niech się podwójnie zastanowią, zanim wyciągną rękę do „biednego uchodźcy”.

– Serce mi pękało, chciałam pomóc, gdy widziałam, co Putin wyrabia w Ukrainie – mówi Kasia.

– Pojechałam pod granicę już trzeciego dnia wojny. Tanię wyłowiłam z tłumu. To był przypadek. Nie wiedziałam, kogo biorę do domu. Trzysta kilometrów wiozłam ją do domu. A tam własne dzieci zdziwione, co ja wyprawiam, że daję schronienie obcej osobie. Najpierw było miło, bo jej nadskakiwałam, a ona nawet szklanki po sobie nie umyła. Kilka tygodni nic nie robiła, wybrzydzała, nie chciała iść do pracy i jeszcze nagadała głupot mojej znajomej, że zmuszam ją do pracy i mam pretensje, że nic nie robi, tylko leży godzinami w łóżku – opowiada.

Tania, co w łóżku tylko leży

Po tym, jak Kasia wyżaliła się na Facebooku, komentatorzy podzielili się. Jedni jej współczuli i dziękowali za ostrzeżenie. Wielu zauważało, że to nic dziwnego, to była kwestia czasu, żeby Polacy zapłacili za swoje wielkie serca. Zaledwie kilka osób zwróciło uwagę, że Tania mogła mieć poważne problemy psychologiczne związane z tym, co przeżyła. Zespół stresu pourazowego (PTSD, z ang. post traumatic stress disorder) nie tłumaczy wszystkiego, ale w sytuacji wojennej trudno spodziewać się, by większość uchodźców była od niego wolna.

Zachowania niewłaściwe, niepokojące, nazywane przez udzielających schronienia „niewdzięcznymi”, to nic innego jak objawy PTSD. Niezdolność do zobaczenia siebie w przyszłości – tak w wielkim skrócie można opisać to, co dzieje się z osobami, które cierpią na to zaburzenie.

Renata nie zdawała sobie sprawy z tego, że ma do czynienia z taką kobietą z Ukrainy, gdy zauważyła jej niepokojące zachowania podczas pierwszych dni pobytu pod jej dachem.

Złodziejka mężów

Lena była bardzo ładna i przyjechała do nas z 6-letnim synkiem – opowiada Renata. – Wszystko robiła tak, jakby czytała w moich myślach. Myła naczynia, chciała gotować, sprzątać mi mieszkanie, a nawet doradzać w różnych sprawach. Nigdy się jednak do mnie nie uśmiechała.

Aż pewnego razu wyszłam wieczorem na spotkanie z koleżankami. Wróciłam wcześniej niż zapowiadałam, bo zaledwie po godzinie. Już w przedpokoju usłyszałam jej słodki szczebiot, wybuchała salwami śmiechu na przemian z moim mężem. Przymilała się i flirtowała z nim, a gdy weszłam do pokoju, siedzieli obok siebie na kanapie. Natychmiast odskoczyła od niego jak poparzona i poszła do pokoju, gdzie spało jej dziecko. Wściekłam się i poczułam się podwójnie zdradzona. Nie dość, że pomogłam obcej kobiecie kosztem komfortu swojej rodziny, to jeszcze o mały włos, a straciłabym męża. Poszukałam jej innego domu – wyjaśnia.

Zanim jednak Renata znalazła nowy pokój dla Leny, kobiety wcale się do siebie nie odzywały. Nie potrafiły ze sobą porozmawiać o tym, co się stało. Mąż Renaty zapewniał, że do niczego nie doszło. Starał się jedynie „pocieszyć dziewczynę, która wiele przeszła”.

– Popełniłam wielki błąd, bo w swoim wzburzeniu napisałam o wszystkim na fejsie – przyznaje Renata.

– Nie mogłam powstrzymać goryczy i poczucia zdrady. No i poczułam się pocieszona przez tych, którzy nie zostawili suchej nitki na Lenie. Tego samego dnia usunęłam jednak post. Napisała do mnie na messengerze pani psycholog, która wyłapuje w Polsce takie wpisy i prosi o to, by nie dolewać oliwy do ognia. Porozmawiałyśmy długo o objawach stresu pourazowego, nieracjonalnych często, z naszego punktu widzenia, zachowaniach uchodźców i uchodźczyń, o tym, co robi z mózgiem lęk, brak poczucia bezpieczeństwa, trauma. Przeprosiłam Lenę, ona milczała. Stało się jasne, że nie może już mieszkać u nas. Załatwiłam dla niej dobre, nowe lokum i panią psycholog. Mam nadzieję, że Lenie będzie dobrze. Nie chciałabym przyczynić się do pogorszenia jej stanu – dodaje.

Po tym, jak Renata zauważyła, że zbyt pochopnie opisała swoją historię z uchodźczynią w mediach społecznościowych, stała się bardziej czujna na wpisy innych. Zwraca uwagę tym, którzy narzekają na swoich gości z Ukrainy. Apeluje o to, by nie pisali publicznie niesprawdzonych informacji, nie domagali się od Ukrainek, że te rzucą im się na szyję z podziękowaniem za okazaną pomoc.

Uchodźcy nie są dla poprawy naszego sumienia

– Nie wolno nam oczekiwać, że te straumatyzowane kobiety zaraz zaczną sprzątać nam mieszkanie i staną się członkami naszych rodzin – przekonuje Renata.

– Lena powiedziała mojemu mężowi, że stara się czytać w moich myślach i robi wszystko, co w jej mocy, abym jej nie wyrzuciła. Nie ułożyłyśmy dobrze naszych relacji, bo ani ja, ani ona nie byłyśmy przygotowane na taką sytuację. Ja miałam tylko dobrą wolę, a ona potrzebowała pomocy. Udzieliłam jej spontanicznie, bez wiedzy psychologicznej, bez wsparcia systemowego. I prawdę mówiąc, poległam. Dokształcam się po fakcie, na własną rękę. Planujemy z mężem terapię małżeńską. I słyszę od znajomych, że nie jesteśmy jedyni w podobnej sytuacji. Lena zmusiła nas swoją obecnością do pójścia na terapię – kończy Renata.

Psychologowie zauważają, że wojna w Ukrainie bardzo mocno oddziałuje na polskie rodziny, które mentalnie jeszcze nie wyszły z traumy pandemii koronawirusa. Wiele z tych rodzin, które udzieliły wsparcia uchodźcom, będzie musiało zrewidować swoje stosunki, na nowo przyjrzeć się temu, co ich naprawdę łączy, a co dzieli.

Opisywanie wstrząsających, obyczajowych historii w mediach społecznościowych przynieść może ogromne szkody. Przede wszystkim zniechęca do pomocy sąsiadom zza wschodniej granicy i daje asumpt propagandzie Putina. Pod posty, które zawierają negatywne opinie o uchodźcach, natychmiast podłączają się trolle, które zaogniają sytuację. Nakręcają dyskutantów, podżegają do agresji, dzielą polskie społeczeństwo.

– Doświadczyłam takiej agresji, gdy zatrudniliśmy panie z Ukrainy – mówi Elżbieta Olszewska, która prowadzi wraz z mężem Muzeum Żywego Piernika w Toruniu. – Forumowicze prześcigali się w wulgaryzmach i atakach na nas, bo dajemy pracę obcym, a powinniśmy tylko swoim. To było niesłychanie przykre, bo masa ludzi ruszyła przecież z pomocą uchodźcom. Jesteśmy bardzo podzielonym krajem, co wykorzystują z łatwością namnażające się internetowe trolle.

Dlatego możliwość komentowania w Internecie przez każdego i każdej sprawy, wzbudza coraz większe kontrowersje zwłaszcza teraz, w obliczu wojny w Ukrainie i zmasowanych ataków dezinformacyjnych. Propaganda putinowska nie ustaje w wysiłkach, aby zohydzić pomoc Ukrainie, a dobrych rozwiązań systemowych, aby Internet nie był śmietnikiem treści, jak nie było tak nie ma.

Lovestory z bombami w tle

Rządowe Centrum Bezpieczeństwa alarmuje, że nasila się rosyjska operacja dezinformacyjna wymierzona w postrzeganie pomocy udzielanej uchodźcom z Ukrainy. To m.in. linia narracji, że „polski rząd przyjmuje uchodźców z Ukrainy, aby przypodobać się Stanom Zjednoczonym i Unii Europejskiej” lub że „Unia nie zamierza przyjmować kolejnych uchodźców ani uczestniczyć w finansowaniu ich utrzymania”.

Aby skłócić i zdezinformować polskie społeczeństwo, jak podało RCB, stosowana jest też narracja, że „rząd obciąża budżet kraju, zapewniając Ukraińcom bezpłatną opiekę medyczną, mieszkania i edukację”, czy też, że „wydatkowanie środków finansowych na utrzymanie Ukraińców wywoła ubóstwo Polaków”.

RCB przestrzegło również przed fałszywymi narracjami, których celem jest wzbudzanie niepokoju. Jedna z nich to ta, że „przyjmowanie uchodźców z Ukrainy doprowadzi do destabilizacji Polski i masowych protestów”, a druga, że „polityka Polski wobec Ukrainy nieuchronnie sprowadza zagrożenie dla bezpieczeństwa i prowokuje wybuch wojny”.

Trolle szczególnie żerują na historiach obyczajowych z Ukrainkami w tle. Doskonale wiedzą, że silne miłosne emocje do czerwoności rozpalają forumowiczów. Tu wiele mogą teraz zrobić polskie media, które nawet w czasie wojny w Ukrainie walczą o klikalność i często podbijają piłeczkę tak zwanymi „ludzkimi historiami”.. Każda taka historia żyje później życiem internetowym, komentowana jest często bezwzględnym językiem, a nawet nawoływaniem do linczu. Wyłączenie komentarzy pod wrażliwymi treściami i powstrzymanie się od emocjonalnych dyskusji, mogłoby zminimalizować społeczne podziały. Ale do tego potrzebujemy mniej pogoni za zyskiem, a więcej dojrzałości, której jako społeczeństwo, wciąż jeszcze się uczymy. I znów na własną rękę. Bez pomocy państwa.

Home Strona główna Subiektywnie o finansach
Skip to content email-icon