Praca na dwóch i więcej etatach? Brzmi jak koszmar, na który niewielu z nas ma ochotę, ale z różnych przyczyn się decyduje. Tracą na tym relacje rodzinne, towarzyskie, zmniejsza się ilość czasu, który możemy poświęcić najważniejszej osobie w naszym życiu: sobie. Ale co, gdyby oba etaty wykonywać w tym samym czasie, bez wydłużania tygodniowego czasu pracy? Jak to możliwe? Witaj w świecie overemployment!
Overemployment to zjawisko stare, ale zyskało na popularności dzięki pandemii. Zamknięci w domach, pracując zdalnie, odkryliśmy, jak wiele czasu w biurze spędzamy na niepracowaniu. Codzienne przygotowanie kawy, plotki w kuchni, mecz w piłkarzyki – to popularne rozrywki, w szczególności w branży IT, choć nie tylko. Gdy nagle odkryliśmy, że w ciągu pracy jesteśmy w stanie wykonywać wszystkie obowiązki i jeszcze został nam czas – wiele osób zdecydowało się na wzięcie drugiego etatu. I wtedy na scenę wkracza overemployment – zjawisko polegające na pracy na co najmniej dwóch etatach jednocześnie. Kluczowe jest zachowanie tajemnicy przed pracodawcami oraz wyrabianie etatów w tym samym czasie (lub przynajmniej częściowo je na siebie nakładając). W ten sposób osoba, która deklaruje sumaryczny czas pracy 80 i więcej godzin, mieści się w tygodniu w 40 godzinach.
Kilka etatów a polskie prawo – czym jest overemployment?
Polskie prawo nie definiuje, na ilu etatach i w jakim czasie musimy pracować, więc jeśli w umowie nie mamy zapisu o zakazie konkurencji – w teorii możemy pracować tyle, ile damy radę. Co więcej, w polskim prawie definicja dotycząca wykonywania pracy dla pracodawcy nie dotyczy czasu, w którym zadanie się wykonuje, a jasno sprecyzowanych obowiązków wynikających ze stosunku pracy. Mowa konkretnie o artykule 12 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych: „jeżeli ustawa lub umowa o pracę nie stanowią inaczej, pracodawca, którego pracownik stworzył utwór w wyniku wykonywania obowiązków ze stosunku pracy, nabywa z chwilą przyjęcia utworu autorskie prawa majątkowe w granicach wynikających z celu umowy o pracę i zgodnego zamiaru stron”.
Jasne sklasyfikowanie zjawiska overemployment utrudnia mnogość różnych typów współprac. Dobrą praktyką jest, by osoba pracująca na zleceniach lub B2B miała jak najwięcej klientów. Z drugiej strony niektórzy deklarują swój czas pracy na B2B i go nie realizują. Wykonywanie zleceń w czasie umowy o pracę, bo akurat czeka się na kolejne zadania, to inna powszechna praktyka. Świat overemploymentu dopiero się kształtuje, a polskie prawo za nim nie nadąża. Czy zjawisko to zostanie piętnowane, czy ostatecznie przyzwyczaimy się do tego, że pracownikowi płaci się za zadania, a nie czas, który im poświęca? I jak to w ogóle możliwe, że overemployment się udaje? Co sprawia, że ludzie gotowi są ukryć tę informację przed pracodawcą i łączyć kilka etatów jednocześnie?
Pieniądze rządzą światem
„Z początku pragnąłem uczepić się dwóch etatów tak długo, jak tylko się da. W międzyczasie miewałem chwile zwątpienia, do tego stopnia, że chciałem natychmiastowo porzucić drugie stanowisko. Tu jednak pojawił się problem nawet nie z chciwością, a z ekonomią” – tak argumentuje swoje decyzje Max, 10-letni developer front-end pracujący równolegle na dwóch etatach. Programowanie jest jego pasją, a także było pierwszą poważną pracą. „Obecnie, od kilku miesięcy pracuję równolegle dla dwóch klientów (B2B), którzy nawzajem o sobie nie wiedzą, na pełen zdalny etat. Pikanterii dodaje fakt, że siedziby (oddziały) obu firm znajdują się w tym samym budynku”.
Max mówi wprost – jego główną motywacją do podjęcia overemploymentu były pieniądze. Z dnia na dzień zaczął zarabiać ponad dwukrotność dotychczasowej wypłaty. Oznacza to, że Max jest w stanie zarobić około 40-60 tysięcy miesięcznie. Mając kredyt i obserwując aktualne stopy procentowe, nie jest gotów zrezygnować z takiego zastrzyku gotówki. „Całą ‘wypłatę B’ przeznaczam na nadpłaty oraz inwestycje w poboczny biznes. Mam wszystko idealnie rozpisane do końca roku i tylko odliczam miesiące, aż wrócę do regularnego trybu pracy. Jeśli wywalą mnie wcześniej – bez tragedii, ale będę musiał dostosować założenia. Ostatecznie pracuję na to, żeby ‘kupić’ sobie czas na wypoczynek czy wręcz wcześniejszą emeryturę”.
Max nie jest moim jedynym rozmówcą, a każdy z nich podkreśla, że liczą się pieniądze i poczucie, że wykorzystują czas do maksimum możliwości.
Dorośli w pracy się nudzą
Tak jak Marta (imię zmienione na prośbę rozmówczyni), specjalistka od back-endu z ośmioletnim doświadczeniem w IT. Marta na tę chwilę zarabia około 11 tysięcy i mówi wprost: w aktualnej pracy się nudzi: „Uwielbiam mój zespół, ale dostaję niezbyt wciągające zadania. Można robić nawet najnudniejsze rzeczy, jeśli zespół jest super i tak jest u mnie. Miejsce pracy, ludzie – fantastyczne! Ale zadania… Kiepskie wymagania biznesowe sprawiają, że często w zadaniach są blokery. Czasem bez blokera Project Managera zrobiłabym coś w 2 dni, a nie 10”.
Na pytanie, o możliwość podwyżki, Marta wyjaśnia zawiłości korporacyjne: „Nie awansuję, ponieważ mój team ma dwóch seniorów. Aby zostać seniorem, musiałabym liderować projekt. A ponieważ nie istnieje projekt, który można by wydzielić, szans na awans – brak”.
Dlatego aktualnie Marta jest na etapie poszukiwania drugiej pracy. Właściwie to kończy rekrutację i jeśli wszystko pójdzie po jej myśli, od sierpnia zamierza rozpocząć drugi etat. „Skoro moje zadania wykonuję przez 4 godziny dziennie zamiast 8, chcę przetestować overemployment. Nie planuję pełnego nałożenia czasu pracy, ale nie zamierzam przekraczać 60 godzin pracy tygodniowo”.
Tak jak Max, tak i Marta zwraca uwagę na pieniądze i funkcjonowanie we współczesnej, niepewnej rzeczywistości. Mając pół miliona kredytu, Marta potrzebuje drugiego etatu, by spłacić zadłużenie i prowadzić spokojniejsze życie. W duchu liczy też, że choć sama nie zamierza menadżerowi mówić o nowej formie zatrudnienia, to jeśli sprawa się wyda, firma będzie chciała ją zatrzymać i zaoferuje podwyżkę. Skoro wyrabia się ze wszystkimi zadaniami i zgłaszała, że jest zablokowana, nie czuje się winna.
Czy overemployment to oszustwo?
Czy w ogóle należy czuć się winnym, że wykonuje się wszystkie swoje zadania na czas? Branża IT jest specyficzna, wiele osób pracuje, myśląc o kodzie, niekoniecznie nad nim siedząc. Czasem rozpisanie algorytmu zajmuje czas, ale kiedy indziej trwoni się go, czekając na decyzje. I choć dla wielu nadal jest to dylemat moralny, to moi rozmówcy rozumieją niechęć pracodawców do overemployment-u. Marta komentuje: „Pracodawca ma pełne prawo wymagać pełnego zaangażowania przez te 40 godzin na umowie o pracę, więc im się specjalnie nie dziwię. Jednocześnie polskie prawo tego nie zabrania, a ja zamierzam obie umowy skonsultować z prawnikiem”. Max dodaje: „Wyobrażam sobie, że dla pracodawców overemployment jest jednoznacznie negatywnym zjawiskiem, jednak na tyle nowym, że nie ma skutecznych metod jego zwalczania czy przeciwdziałania.”.
Overemployment brzmi jak rozwiązanie wielu problemów branż związanych z technologiami, choćby niedoboru pracowników na rynku. I dopóki pracownik się wyrabia, a pracodawca nie zgłasza zastrzeżeń – wszystko działa, jak należy. Gorzej, gdy pracownik nie radzi sobie z zadaniami.
Overemployment – gdy zadania przytłaczają
Wiktor Wąsowski, założyciel studia gier Unnamable Arts przedstawiciel branży gamedev, wspomina sytuację, która, choć trwała niepozornie krótko, zaburzyła napięty biznesplan i zapoczątkowała kaskadę problemów toczących firmę jeszcze przez niemal rok.
„Zatrudniłem grafika 3d na umowę o pracę po wcześniejszej krótkiej współpracy na umowę o dzieło. Już po jakichś dwóch tygodniach od rozpoczęcia nowej umowy zacząłem podejrzewać, że coś jest nie tak. Pracownik nie dostarczał prawie żadnej pracy. Na cotygodniowym call-u, który mieliśmy koło 17:00, często akurat był poza domem i łączył się przez telefon z autobusu. Miał nawet taką praktykę, że swoje nikłe postępy wysyłał mi dla niepoznaki w godzinach wczesnopopołudniowych, czyli standardowo tak zwanych roboczych” – wspomina Wiktor.
Zorientował się, że jest oszukiwany przez pracownika, gdy pewnego dnia zadzwonił do niego w innej niż zwykle porze. „Nagle w tle usłyszałem potężny gwar i dźwięk jakby grania w bilarda. Żartem spytałem, czy pracuje w jakimś barze. Zakłopotany powiedział, że tak. Myślałem, że po prostu wyszedł z domu z komputerem i tam pracuje. Jednak okazało się, że nawet nie może otworzyć plików, które mi przed chwilą wysłał. W barze nie miał swojego komputera”. Pracownik Wiktora przyznał się, że pracuje na tak zwanej śmieciówce w barze w pełnym wymiarze godzin. „A do mojej pracy (faktycznego pełnego etatu na umowie o pracę) siada tylko wieczorami i w weekendy. Twierdził, że starcza mu czasu, aby nadrabiać zaległości, jednak efekty prac zdecydowanie zdawały się temu zaprzeczać” – podsumowuje Wiktor.
Czy overemployment szkodzi pracodawcy?
Prowadzenie niewielkiej firmy, w której pracownik, na którego naprawdę liczysz, tylko udaje swoje zaangażowanie, może zniszczyć wiele biznesów.
„Jako prowadzący start-up naturalnie miałem budżet napięty do granic możliwości i sam pracowałem już tak dużo, że nie byłbym w stanie własnym poświęceniem nadrobić zaległości, które zgotował mi mój pracownik. Całe moje plany na 2021 były sporządzone z optymistycznym założeniem, że nie stanie się nic aż tak negatywnego. A plany te niestety nie były zbyt elastyczne, bo była to realizacja harmonogramu z projektu dofinansowanego przez ministerstwo”.
Historia Wiktora daje do myślenia wszystkim, którzy rozważają overemployment lub podejrzewają o niego swoich pracowników. W sytuacji, gdy pracownik, pracując na dwa etaty, nie jest w stanie realizować powierzonych mu zadań na czas, nie ma miejsca na moralne dyskusje. „Pracownik ciężko naruszył obowiązki pracownicze. Aczkolwiek z prawnego punktu widzenia było to ciężkie do udowodnienia, bo umowa miała płatności za przepracowane godziny (czyli standard w umowie o pracę), a nie za wykonane jasno sprecyzowane zadania (jak to jest w umowach akordowych)” – opowiada Wiktor. Co więcej, w umowie nie było zapisu o tym, w jakich dokładnie godzinach pracownik ma wykonywać swoje obowiązki. Teoretycznie mógł się bronić, że pracował codziennie np. w godzinach 18:00 do 2:00.
„Na szczęście udało się gładko zakończyć współpracę za porozumieniem stron z wynagrodzeniem adekwatnym do faktycznie poświęconego na pracę czasu. Jednak kosztowało mnie to wiele pieniędzy na prawnika oraz ogrom czasu potrzebnego na doprowadzenie tej sprawy do końca w sposób jak najmniej dotkliwy finansowo, osobiste kończenie zadań zaczętych przez pracownika i wdrożenie nowego grafika – czasu, którego jako start-up po prostu nie miałem” – kończy Wiktor.
Pracownik, z którym miał do czynienia Wiktor, nie wywiązywał się z zadań. Choć nie jest to typowe dla overemployingu, to lęk, że sobie nie poradzi ze wszystkim jednocześnie, dotyczy wielu osób pracujących na kilku etatach jednocześnie. Jak sobie z nim radzą?
Overemployment – czego boją się pracownicy?
Swoje początki pracy na dwóch etatach w IT wspomina Max: „Oczywistą obawą były telekonferencje, które mają tendencję do przeciągania, oraz wpadania w najmniej oczekiwanym momencie – gdyby się nakładały, miałbym problem. Drugą rzeczą był nowy framework, który zobowiązałem się opanować przed dołączeniem. Nie zrobiłem nawet tego, gdyż w międzyczasie zaczęło mi przybywać obowiązków w aktualnej robocie”.
Jeszcze wtedy Max zakładał, że jest w stanie pracować nawet po 12 godzin dziennie. „Założyłem, że będę rzetelnie wywiązywać się z tasków od obu pracodawców. Gdy wdrożyłem się do pracy, złudzenia zniknęły. Nowa praca była dużo gorsza!”. Wtedy właśnie Max przestał dążyć do równowagi – przyjął założenie, że jedną pracę traktuje priorytetowo. Do drugiej pracy loguje się 2 godziny po rozpoczęciu pierwszej, więc standardowy dzień pracy zamyka w dziesięciu godzinach. „Nierzadko zdarza się, że przez cały dzień dorzucę jeden komentarz albo symboliczny commit. Tak żeby zachować pozory – podczas gdy obok, na drugim monitorze, wre praca i dyskusje”. Ale żeby nie było tak różowo – taki tryb pracy powodował i wciąż powoduje w Maxie negatywne emocje. Przede wszystkim duży stres, wynikający z niewielkiego wkładu w „pracę B” i ciągłego powtarzania, że pracuje nad zadaniem. Max nie czuje się z tym komfortowo.
Overemployment w IT i nie tylko – kiedy jeden etat to za mało
Pandemia zmieniła nasz styl pracy, to jasne. Jednak overemployment w różnych formach istniał od zawsze. W branży IT normą jest, że ludzie biorą tyle zleceń, ile udźwigną. Niektórzy, zamiast rozliczać się ze zleceń, deklarują czas pracy. Inni preferują styl zadaniowy. Im więcej zleceń, tym więcej pieniędzy. A przecież trzeba jeszcze żyć! Nagle wkracza pokusa, by nałożyć na siebie kilka etatów…
Overemployment staje się coraz popularniejszy. Czy to tylko chwilowy trend? Przyszłość pokaże. Na pewno warto trzymać rękę na pulsie i zastanowić się, czy skoro pracownik woli zarabiać na dwóch etatach i na obu się wyrabia, to może warto dać mu podwyżkę, by robił więcej zadań dla nas? A może nie ma czym się przejmować – w końcu zadania zawsze są realizowane na czas?
@Sylwia Błach. A ty na ilu etatach pracujesz, że ten temat cię aż tak interesuje?
Jak myślisz?
Ja myślę że masz własną działalność i piszesz dla wielu portali. 🙂
A jeśli przeczytasz artykuł o seryjnych mordercach będziesz pytać, ilu ludzi zabił autor? :)))
Kiedyś nazywało się to po prostu oszukiwaniem pracodawcy, teraz to jest overempolyment 😉 Moim zdaniem jeśli chce się pracować w kilku projektach jednocześnie u kilku partnerów to należy mieć własną działalność i odpowiednio skonstruować umowy.
„Skoro moje zadania wykonuję przez 4 godziny dziennie zamiast 8, chcę przetestować overemployment.”
Nie bardzo rozumiem jak w dobie maksymalizacji oraz monitorowania wszystkiego i czegokolwiek, może umknąć taki szczególik, że osoba na pełnym etacie realnie pracuje przez połowę tego czasu. Pracodawca tego nie widzi czy może spełnia się w zakresie działalności charytatywnej?
chłopie, ja pracuj w swojej tylko 2h dziennie. Praca programisty to nie jest ciągle klepanie albo nawalanie godzin. Zrobisz co potrzebne i tyle. I często nie ma tyle pracy aby robic wiecej niż 4h bo się kod utrzymuje a nie tworzy nowy w przeciwieństwie do tego co sobie myślą osoby nie z branży