Przyjaźń w czasach zarazy… i cyfrowego obłędu

Amerykański Los Angeles Times nazwał miniony rok czasem straconych przyjaźni. Kolejne lockdowny, kwarantanny i ograniczenia naznaczyły nas strachem przed drugim człowiekiem. Swoje zrobiła praca i nauka zdalna. Zamknęliśmy się w domach, w sobie. Czy można pielęgnować przyjaźń przez Internet? Czy można z kimś zbudować trwałą, przyjacielską relację poprzez sieć?

Marzec 2020. Początek pandemii, pracy zdalnej i wielkiej niewiadomej. COVID-19 jest jeszcze ciekawostką, tematem żartów. I z koronawirusa się śmiejemy podczas towarzyskiego spotkania na Zoom-ie. Impreza poprzez komunikator video jest czymś nowym, sexy. Nowym sposobem bycia z przyjaciółmi. Po blisko dwóch latach pandemii „picie na Skypie” już nikogo nie kręci. Od kilkunastu miesięcy nie umawiam się z nikim na zoom-party. Nie mam ochoty. Zmęczyły mnie spotkania video? Oczywiście. Po całym dniu pracy zdalnej mam dość komputera? No jasne.

Zobacz również:

Ale też może z kim i o czym miałbym rozmawiać?

Pandemia poważnie nadwyrężyła nasze kręgi towarzyskie: być może sami się przeprowadziliście albo, po roku utrzymywania społecznego dystansu, dowiedzieliście się, że zdecydowali się na to wasi bliscy znajomi. Do tego ciągłe, powtarzane jak mantra zalecenia władz, by trzymać dystans, nosić maseczki i ograniczać liczbę osób pod jednym dachem. To wszystko zrobiło z nas odludków.

Po dwóch latach pandemii widzę, że utrzymywanie znajomości przez Internet jest trudne. A co z poznawaniem nowych ludzi? Czy można budować trwałe relacje znając kogoś wyłącznie przez sieć?

Ciałonegatywność

Rozwijanie nowej przyjaźni przypomina nieco początki romantycznej relacji, pierwsze spotkania z nowym przyjacielem mogą przywodzić na myśl pierwsze randki. A jak tu budować te napięcie, gdy za kontakt mieliśmy wyłącznie ekrany telefonów czy komputerów? W tekście z marca 2021 o cyfrowej otyłości pisałem, że randki online szybko okazały się niewystarczające, scrabble w Kurniku to nie to samo, zaś oglądanie nawet najlepszego filmu w domu nie dorasta przygodzie, jaką jest kinowy seans nawet kompletnej szmiry.

Badania prof. Harvey’a Whitehouse’a, kierownika katedry Antropologii Społecznej na Uniwersytecie Oksfordzkim, pokazują, że budowanie trwałych relacji tj. miłości czy przyjaźni, nie jest możliwe bez mocnych, emocjonalnych doświadczeń. Znaczy to tyle, że trzeba z kimś „konie kraść” albo „zjeść beczkę soli”, by naprawdę nawiązać relację.

– Dzielenie z kimś doświadczeń dysforycznych (tj. bolesnych, negatywnych, przerażających), które są zapamiętywane na dłużej, przyczynia się do kształtowania tożsamości osobowej, co skutkuje zacieraniem się granic między tożsamością indywidualną a społeczną. Takie doświadczenia sprawiają, że czujemy jedność z kimś. A bez takiego uczucia nie ma mowy o przyjaźni czy miłości – przekonuje prof. Whitehouse.

Czy przez sieć możemy naprawdę coś razem przeżyć? Możliwe jest pełne współodczuwanie? Jak bać się razem łącząc się przez sieć? Czy gadając przez ZOOM-a naprawdę poczujemy jak druga osoba boi się, jak szuka schronienia, wsparcia, jak sami stajemy się częścią jej traumy? Chyba jest to trudne. Dystans, jaki stwarza technologia wciąż jest zbyt ogromny. Póki co trudno poczuć pot drugie osoby na skórze, zauważyć jej gęsią skórkę, niemożliwe jest poczucie jest szybszego oddechu, nieosiągalne jest głębokie spojrzenie w oczy. Wydaje się, że brak cielesności – jaki niesie wirtualny kontakt – utrudnia budowanie trwałych uczuć.

Przyjaźń lustrzana

– Dużą barierą jest brak neuronów lustrzanych w trakcie komunikacji internetowej. Te grupy neuronów uaktywniają się, gdy obserwujemy inne osoby, gdy jesteśmy z innymi. Pozwalają one odczytywać emocje i intencje innych osób. W przypadku czatowania nie ma możliwości uruchomienia neuronów lustrzanych, stąd tak często nieporozumienia w trakcie konwersacji tekstowej. Trzeba pamiętać, że w trakcie komunikacji na żywo, bezpośredniej regulujemy sobie wzajemnie mózgi i układy nerwowe, na poziomie fizjologicznym, np. maleje poziom kortyzolu, przy dotyku rośnie poziom oksytocyny itd. przez szybkę tego nie ma. – zauważa Joanna Zawanowska, psychoterapeutka związana z Centrum Terapii Dialog.

To czysta chemia. Badania pokazują, że jeśli z kimś się dobrze czujemy i się rozumiemy, to dlatego, że mamy z tą osobą bardziej dostrojone procesy chemiczne.

Przyjaźń czatowana

Z pozoru budowanie i utrzymywanie relacji przez sieć jest proste. Wystarczy wysłać komuś zaproszenie, polubić jego/jej zdjęcie. Gdy coś nie gra, wystarczy kogoś usunąć z grona przyjaciół, zablokować, przestać odpisywać. Wszystko mega proste. Za jednym kliknięciem.

Ta prostota może działać zabójczo na relację. Weźmy na przykład zaproszenie/zaobserwowanie kogoś w mediach społecznościowych. Jest dużo prostsze niż podejście na imprezie, łatwiejsze niż nieśmiały uśmiech na imprezie czy firmowym spotkaniu. To samo z wyrzuceniem kogoś z życia. Dużo łatwiej kliknąć „blokuj użytkownika” niż powiedzieć prosto w twarz, że coś nam nie gra. Zarówno w geście cyfrowego przyjęcia czy wyłączenia brak tu emocji, owego doświadczenia, o którym mówił prof. Whitehouse.

Otwartość i szczerość w rozmowie są paliwem przyjaźni i sprzyjają budowaniu zaufania. A to niestety komunikacja zapośredniczona przez technologie niesie większe ryzyko (ale i pokusę) nieszczerości i zamknięcia. Przez sieć można sprzedać najlepszą wersję samego siebie, w realu trzeba być sobą.

Chociaż – jak zauważa Joanna Zawanowska – czasem łatwiej być sobą, gdy jest ochrona bariera sieci. To dotyczy introwertyków, którym często łatwiej pisać o sobie niż mówić.

– Są osoby, które blokują się w bezpośrednich kontaktach, ale bardzo otwierają się w komunikacji internetowej. Pisząc mogą wyrazić więcej. Takim osobom komunikatory typu messenger bardzo pomagają. Pozwalają im nawiązać relacje, których nigdy by nie nawiązali w realnym świecie – podkreśla Zawanowska.

Substytuty szczęścia… …i motory rozpadu

Media społecznościowe są – w najlepszym wypadku  – substytutem bliskiego kontaktu i utrzymywania więzi. Na Zoomie możemy widzieć oczy innych, ale już nie możemy stwierdzić, na co patrzą inne osoby, a jest to kluczowym sygnałem w dynamice grupowej. Podczas spotkania video nie można kogoś przytulić, szturchnąć czy w inny sposób uzyskać efektu uwolnienia oksytocyn do krwi. Owszem lepszy Zoom czy inny Skype niż nic. Problem, gdy video staje się pierwszym narzędziem komunikacji, a pandemia skuteczną wymówką od realnych spotkań.

Przyjaźń w dobie cyfrowej jest trudna nie tylko z powodu pokusy ucieczki i zamknięcia.

– Kiedyś chodziliśmy całą naszą grupą studencką na piwo po zajęciach. Wiadomo, byli tam różni ludzie. I tacy co popierali Lewicę, i tacy co Konfederację. Udawało nam się jednak razem rozmawiać – wyznaje Agnieszka, studentka V roku dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim. – W przeciągu ostatnich miesięcy zablokowałam kilka osób z tej grupy. Nie chciałam mieć wśród znajomych osób o pojebanych poglądach. Nie mam z nimi już żadnego kontaktu – wyznaje Agnieszka.

Przypadek Agnieszki nie jest jedyny. Także paczka Patryka, specjalisty IT w średniej korporacji w Krakowie się posypała. – Kiedyś normalne było, że po pracy chodziliśmy na drinka, albo łapaliśmy się na jakieś imprezy w weekend. Kiedy pojawiła się pandemia i wszyscy przeszli pracę zdalną. Część osób wyjechała z Krakowa. Kontakt osłabł, w końcu się zerwał. Nie bez znaczenia był fakt, że z częścią osób nie mogłem się już dogadać – tłumaczy Patryk.

Faktem jest, że gdy siada się razem w knajpie, to szuka się tego, co nas łączy, by milej spędzić czas. W Internecie, z poziomu bezpiecznego domu, łatwiej pisać, mówić, co się naprawdę myśli. Trochę szkoda, że tak jest – podsumowuje Agnieszka.  

Przyjaźń i jej cyfrowe p(od)róby

Wciąż pamiętam gorączkę pierwszych dni mediów społecznościowych, nawet nie Facebooka, ale Naszej-Klasy. Pamiętam ekscytację związaną z zapraszaniem do grupy znajomych (bądź otrzymywaniem zaproszeń) i nadzieję na nawiązanie/odbudowanie relacji. Bardzo łatwo było wówczas o budowanie relacji – tak myślałem. Wystarczyło kliknięcie w serduszko, lajk, czy komentarz w stylu „dobrze cię wiedzieć”. O nadziejach jakie niosły ze sobą media społecznościowe można by pisać długo.

W dobie pandemii (ale także wcześniej, choć w mniejszym stopniu), krok po kroku, kliknięcie za kliknięciem, zacząłem odkrywać, że ludzie, których nazywałem przyjaciółmi w podstawówce czy gimnazjum, wierzą w spiskowe teorie, negują pandemię, zmiany klimatu albo domagają się politycznego zamordyzmu. Wkurzyłem się. Po chwili jednak pomyślałem, że przecież mógłbym z nimi pójść na obiad, napić się piwa, pożyczyć od nich szklankę cukru albo klucz francuski. Internet sprawił jednak, że oni i ja prezentowaliśmy wobec siebie tylko to co masz różni.

Fakt, że mimo wszystko jednak miałem okazję poznać tych ludzi w epoce analogowej. Poznałem tych ludzi na różnych etapach mojej edukacji, a mówi się, że to właśnie liceum i studia to czas, gdy rodzi się przyjaźń. Co stanie się z ludźmi, którzy dziś są na studiach albo w liceum, którzy połowę, jak nie większość swojej średniej szkoły spędzili przez ekranem komputera? Czy to znaczy, że nigdy już nie nawiążą głębokich relacji? Może mówimy o całym straconym pokoleniu. Czy wspominami wcześniej Agnieszka i Patryk są na przegranej pozycji?

– Pandemia i związana z nią izolacja, edukacja zdalna będzie miała i już ma negatywy wpływ na życie wielu młodych ludzi. Wielu z nich ma problemy psychiczne. Ludzie zamknięci w domach przez pandemię chorują na depresję dużo częściej niż poprzednie pokolenia. Ci, którzy nie nauczą się w liceum, na studiach budować silnych relacji będą mieli duże problemy w przyszłości – podkreśla Zawanowska i dodaje, że w jej Centrum Terapii Dialog na liście oczekujących na pomoc już jest 600 osób, w dużej mierze młodych.

A po pandemii chodziliśmy na kremówki

Pandemia kiedyś się skończy. Jednak im dłużej trwa, tym bardziej zamykamy się w świecie online, tym większa wieje pustka z „naszego” stolika w knajpie, tym trudniej będzie przy nim znów usiąść. Co możemy zrobić tu i teraz? Jak dobrze dbać o relacje w sieci, jak odbudowywać to, co najcenniejsze? Jak znów spotkać się na piwku, jak razem wypić kawę, zjeść chociażby taką kremówkę.

Z badań wynika, że odświeżanie znajomości z kimś, kogo znamy, jest łatwiejsze niż nawiązywanie nowych, bo obie strony darzą się już zaufaniem. Dobrym rozwiązaniem jest napisanie do kogoś, z kim dawno się widzieliśmy. Zaproponowanie spotkanie fizycznie to zawsze dobre rozwiązanie. W najgorszym wypadku odmówi (a odrzucenia via Facebook mniej boli) albo będzie drętwo.

Jeżeli straciłeś kontakt ze swoją paczką, rozsypała się albo podzieliły was „internetowe debaty”, to spróbuj znaleźć oparcie w grupach zainteresowań. Facebook pełen jest grup pasjonatów. Psiarzy, modelarzy, fanów francuskich komedii z lat 50. czy nawet amatorów gry w ping-ponga. Dołącz do grupy, rozmawiaj, a może i w dalszej kolejności spotkaj się w fizycznej przestrzeni.

– Jeśli zawieramy znajomości przez internet to warto jednak jak najczęściej robić spotkania z kamerką i tak samo randki. Jak najszybciej urealniać sobie wyobrażony obraz spotykając się na kamerce lub najlepiej na żywo, bo to redukuje projektowanie naszych fantazji na osobę, pozwala widzieć ją prawdziwiej – doradza w tej kwestii Zawanowska.

I wysyłaliśmy listy

Postaw na ciepło ludzkiego głosu. Dzwoń częściej zamiast klikać. A jeśli nie lubisz tego robić – jak autor tego tekstu – to nagrywaj wiadomości głosowe zamiast pisać. Nie ograniczaj się w tym. W najgorszym przypadku bliska ci osoba otrzyma piękny, spersonalizowany podcast twojego autorstwa.

Wróć do starych, ale sprawdzonych metod. Pisz listy. Ale takie prawdziwe. Długopisem bądź piórem na papierze. Nie muszą być długie, ważne, żeby były pisane odręcznie. Do listów możesz dołączyć cukierka, suszony liść, korale, wierszyk albo chociażby kapsel z Tymbarka z miłą dedykacją. Nie ma komu wysyłać listów? Może skorzystaj z opcji postcrossingu (serwis społecznościowy, który umożliwia jego zarejestrowanym członkom wysyłanie i otrzymywanie pocztówek z całego świata).

W każdym razie – niezależnie od okoliczności – bądź otwarty i uważny. Słuchanie, utrzymywanie uwagi i akceptacja odpowiedzialności to kluczowe umiejętności w zakresie przyjaźni. Łatwo o tym zapomnieć w dobie przyspawania do komputerów.

Czytaj także:
Sztuczna intymność. Opowieść o świecie, który nadchodzi
O życiu, śmierci, seksie i przemijaniu w świecie technologii
Kim będą cyfrowi uchodźcy?


Przyjaźń, miłość i postscriptum

Grudzień 2021. Czekam w kolejce na III dawkę szczepionki. Pandemia, która miała się dawno skończyć, wciąż trwa w najlepsze. Obok mnie siedzi młody chłopak, ma oko 20-25 letni, rozmawia z recepcjonistką przychodni.

– Zaręczyłem – mówi do dziewczyny

– Ale jak to? Przecież się nie znacie? – odpowiada ona.

– Przez net. Normalnie – opowiada.

– A widzieliście się chociaż? – pyta wyraźnie zdziwiona recepcjonistka.

– Tak, na Zoomie – odpowiada.

Kurtyna. Okazuje się, że i miłość, a może i nawet i przyjaźń, jest możliwa w czasach zarazy, gdy przyspawani jesteśmy do ekranów. Może po prostu w swoim boomerskim spojrzeniu nie widzę, że wielkie uczucia nie mają granic? Nawet tych wirtualnych.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Najnowsze wpisy naszych autorów Wszyscy autorzy
Przyszłość jest tutaj

Podaj swój adres email i odbieraj najświeższe informacje o nowych technologiach i nie tylko.

email-iconfacebooktwitteryoutubelinkedin instagram whatsup
Skip to content